Zbliżamy się do tego miejsca, gdzie spotkały się ślady dwóch ekip. Tutaj orzeźwia nas przelotny deszczyk. Konia nadal nie ma.
Potem długo szliśmy, aż doszliśmy do ładnego miejsca, gdzie odbył się kolejny odpoczynek.
A tymczasem nadeszli oni. Ale nie byli to ci oni, o których ciągle piszemy![]()
Tych, co nadeszli, było znacznie więcej!
Biało-rudy podszedł do nas i spokojnie zapytał: naprawdę tym razem nie macie dla mnie obamków??? Asekurował go leżący w pełnej gotowości bojowej biało-czarny.
Po kilku minutach umilkły dzwonki i owieczki znikły. A my ruszyliśmy grzbietem w stronę ..... Czarnej Repy. Dawno nas tam nie było, prawie cały dzień! Tym razem, widząc w dole gontowy daszek, wiemy już, co tam jest i ochoczo udajemy się w tym kierunku.
Tabliczka przy źródle głosi: Tu bierze początek rzeka Rzeka (Rika).
Tu można do woli popić wody z żyjątkami. I dodatkowo coś zjeść oraz ... poleżeć sobie.
Koniec naprawdę długiego odpoczynku.
Ruszamy, po raz kolejny w stronę Repy.
Teraz mamy okazje zobaczyć to, czym nas straszono przed wyjazdem w te strony! Potem jechało jeszcze takich dziesięciu. Na szczęście było to dla na jedyne takie spotkanie.
Nadal nie ma konsensusu w kwestii, która to jest Czarna Repa. Zakładamy więc biwak mniej więcej w połowie między szczytami-kandydatami.
Codzienny rytuał - rozpalanie ogniska.
Oraz wędrówka tam i z powrotem między wierzchołkami Czarnej Repy, z pomiarami i notatkami, żeby ustalić, który jest który. Podsumowanie uzyskanych wyników jeszcze będzie.
Początkowo Janusz mówił, że dzisiaj ogniska nie będzie z powodu braku opału. Przekonaliśmy go jednak, że nie można z tak błahego powodu zmieniać zwyczajów.
Po dokładnym przeszukaniu najbliższej okolicy, opał się znalazł.
![]()


Odpowiedz z cytatem