Relacja zakręciła się, a więc było to tak......dawno, dawno temu troje głodnych gotowało obiadki, my z Bazylem bardziej głodni, uwinęliśmy się w tri miga. Zaczęło padać to i namiocik szybciutko stanął, chociaż poganiałam Bazyla, żeby szybciej składał maszty bo mu ziemniaczki stygną. Tak oto wszyscy mogliśmy schronić się przed kropelkami deszczu. Jimi kończyła gotowanie w przedsionku, jedna czy też dwie trawki zapaliły się, co mnie panikarę wystraszyło. Po pożywnych obiadkach nastąpiło błogie lenistwo, poparte niby zbliżającą się burzą.
Prawda, dnia następnego śniadanko było późnawo i to wówczas rakieta Jimi narobiła bigosu zapaliła znaczną część traw i nie chciała przestać palić się,po mimo nieustającego zakręcania zaworka, teraz to komiczne wydaje mi się, ale wówczas to już czarne myśli targały mną.
Bartolomeo, twój palnik przegrał w konkursie huku hi, to co Jimi miała, to niczym odrzutowiec Mig 29
Czy teraz jest chronologicznie? Więc spokojnie zmierzajmy ku dalszym przygodom. Nieuchronnie zbliżamy się do kosodrzewiny i tego jak Bazyl mało nóg nie połamał uciekając przed burzą.