Uświadomiłam sobie, żeśmy tego dnia nieźle maszerowali...najpierw ostro pod górkę, potem górką-połoniną, na dół do niby lasu i dalej w dół łąką i znów do lasu i znów łąką i Kołoczawa nic a nic nie chciała się przybliżyć, a tam moje zimne piwko stygło hii