Pokaż wyniki od 1 do 10 z 17

Wątek: Dwa rozrogi za jednym zamachem

Widok wątkowy

  1. #7
    Bieszczadnik
    Na forum od
    03.2011
    Rodem z
    Wrocław
    Postów
    231

    Domyślnie Odp: Dwa rozrogi za jednym zamachem

    W ostatnim odcinku nie napisałem, że w nocy, wsiadając do pociągu Marek stłukł sobie poważnie duży palec u stopy, co niewątpliwie stanowić będzie dla niego duże utrudnienie w dalszej wędrówce...
    Do Sołotwyna przybywamy o 9 rano. Wszystko, co się da powiedzieć o tym mieście pozytywnego to to, że jest malowniczo położone na wysokim brzegu Cisy i jest dogodnym miejscem do pieszego przekroczenia granicy ukraińsko-rumuńskiej.
    Udajemy się więc w kierunku granicznego mostu i sprawnie przekraczamy granicę (wyłowieni dodatkowo z niewielkiej kolejki oczekujących i obsłużeni w pierwszej kolejności przez rumuńskich celników).
    Autobus wg rozkładu znalezionego w internecie mamy o 11, pewnym więc krokiem ruszamy na główny dworzec autobusowy w Sygiecie. Na dworcu coś jakby nie gra – ani autobusów, ani pasażerów... . Byliśmy tu już w zeszłym roku, więc wiemy na pewno, ze trafiliśmy dobrze – upewnia nas zresztą o tym wisząca nad peronem tabliczka z godziną odjazdu naszego autobusu - Jassy 11.00:
    Jednak ten brak ruchu jest coraz bardziej niepokojący – idę do otwartego baru w pensjonacie tuż obok dworca z pytaniem o autobus do Jass – nie idzie mi to dobrze (nie znam rumuńskiego), ale uspokajam się, kiedy barmanka pisze na karteczce orientacyjną godzinę odjazdu autobusu: 10.30 – 11.30 . Uspokajam się jednak nie na długo – po jedenastej ten dworcowy bezruch zaczyna mnie ponownie niepokoić, udaję się więc na nieodległy dworzec kolejowy, gdzie w budce z napojami zasięgam języka – tak, autobus do Jass odjeżdża stąd i właśnie odjechał. - A kiedy następny? - pytam zdesperowany – no nie wiem, chyba jutro.
    Nie jest dobrze. Okazuje się, ze rolę dworca autobusowego przejął obecnie plac przed głównym dworcem kolejowym, nie ma tam natomiast żadnej informacji, tylko na jakiejś bramie przybita jest metalowa tablica z godzinami odjazdów (nie ma na niej zresztą naszego autobusu ).
    Tak po prawdzie to jedziemy oczywiście nie do Jass, tylko do Viseu de Sus, pamiętam z internetowego rozkładu że jedzie tam coś jeszcze koło 15.30. Nie zamierzamy jednak ponownie ryzykować i „bierzemy sprawy w swoje ręce”. Klient przydworcowego baru radzi nam udać się na wylotówkę i zatrzymywać przejeżdżające auta – to ponoć powszechny tutaj zwyczaj. Tak też robimy, tyle, ze nie bardzo wiedząc, gdzie ta wylotówka się znajduje obieramy niewłaściwy kierunek, co widząc nasz rozmówca podjeżdża do nas swoim czarnym SUV-em i podrzuca nas gratis na rzeczoną wylotówkę. Pięknie dziękujemy i ustawiamy się w strategicznym miejscu na przystanku:
    Nagle nie wiedzieć skąd podjeżdża kolejny SUV – czarne BMV, którego kierowca staje dokładnie tak, żeby potencjalni kierowcy nie mieli szansy zobaczyć nas – autostopowiczów. Zaraz tez ujawnia cel swojej wizyty – proponuje nam z miejsca swoje usługi, czyli podwózkę do Viseu. Ponieważ nie bardzo dowierzamy temu facetowi zagadujemy młodego chłopaka, jako tako znającego angielski, który też oczekuje na transport. Ten mówi nam, że to normalne i nie ma się czego obawiać . Uzgadniamy więc cenę – po 15 lei na głowę (to podobnie jak za przejazd autobusem) i po chwili podjeżdża mający nas zawieźć na miejsce kolega owego biznesmena. Ponieważ w międzyczasie zjawia się kolejny chętny, do Viseu jedziemy więc w piątkę z bagażami zwykłą osobówką .
    W Viseu kierowca zawozi nas na stację Mocanity, za co żąda jeszcze dodatkowo po 2,5 leja. No cóż – niech mu będzie, grunt, że jesteśmy na miejscu. Czym jest Mocanita, jaki ma rozkład i jak najlepiej za jej pomocą dostać się wgłąb gór opisano dokładnie tutaj: http://forum.bieszczady.info.pl/showthread.php/8662-Hnitessa-czyli-wizyta-na-po%C5%82udniowym-kra%C5%84cu-II-Rzeczypospolitej?p=154823&viewfull=1#post154823 – pozwolę sobie więc od razu kontynuować moją relację.
    Po przyjeździe na stację ruszamy do kasy upewnić się czy jurto (tzn. w poniedziałek) odjedzie na pewno i jak daleko dotrze skład pracowniczy, tkz. production train . Na tak zadane pytanie odpowiedź jest lakoniczna: „for sure Faina, maby Valea Babei”. Nie mając wielkiego wyboru kupujemy więc bilety – po 20 lei na głowę, licząc, że pociąg dojedzie jednak do do Babei, bo stacja Faina położona jest niewiele dalej niż Paltin, do którego dojeżdżają pociągi „komercyjne”.
    Mając w ręku bilety robimy sobie jeszcze pamiątkowe zdjęcie przy przedwojennym polsko-rumuńskim słupku granicznym, który stał niegdyś (jak informuje tabliczka) na szczycie Łostunia:
    po czym ruszamy szukać kwatery. Mając już wcześniej upatrzony pensjonat „Stancuta” znajdujący się tuż obok stacyjki, z której odjeżdża production train kierujemy się właśnie tam. Niestety w środku nikogo nie ma, ale zaraz przyuważa nas właścicielka pensjonatu znajdującego się w pobliżu i pyta, czy nie chcemy nocować u niej,. Po uzgodnieniu ceny 40 lei/osobę kwaterujemy się w drewnianych domkach, obok domu właścicielki. Domki położone są na wzgórzu z pięknym widokiem na dolinę (tory Mocanity znajdują się zaraz za tym czerwonym daszkiem na pierwszym planie):
    Pani zapewnia nas, że robotnicy korzystający z porannego pociągu zachodzą do niej przed wyjazdem na kawę, tak, że na pewno nie przegapimy odjazdu kolejki. Mamy całe wolne popołudnie, wykorzystujemy je więc na zwiedzenie miasteczka i zakupy. W centrum Viseu de Sus naszą uwagę przyciąga grupa kilu starszych kobiet w chustach siedzących na ławce; Ala chcąc im zrobić zdjęcie udaje, że fotografuje naszą grupę, jednak kobiety w lot pojmując podstęp i same chętnie zapraszają do „uwiecznienia” swoich postaci:
    Po zakupach postanawiam jeszcze zgłosić naszą grupę w Polita de Frontiera, żeby mieć pewność, że nikt nas z obranej drogi nie zawróci. Z łatwością odnajdujemy budynek policji i po angielsku dogadujemy się co do możliwości wędrówki granicą. Ponieważ mam w ręku nową rumuńską mapę Gór Marmaroskich, zagaduję funkcjonariusza, czy aby na pewno wszystkie zaznaczone na niej drogi istnieją naprawdę. Odpowiedź jest wymijająca – postanawiam więc iść z góry upatrzoną trasą, dość dokładnie obejrzaną przed wyjazdem na zdjęciach satelitarnych. Policjant jeszcze tylko ostrzega, żeby pod żadnym pozorem nie schodzić na drogę znajdującą się po ukraińskiej stronie („Ukraińcy strzelają”!) i życzy nam powodzenia.
    Wieczorem w pensjonacie, po kąpieli wywracam się niestety tak niefortunnie na mokrych kafelkach, że odnawia mi się dawny uraz kolana. Na cztery osoby trójka z nas (lumbago, paluch, kolano) jest więc kontuzjowana...
    Następnego dnia wstajemy w pół do szóstej rano. Mocanita ma odjechać co prawda dopiero o siódmej, na wszelki wypadek trzeba być jednak przygotowanym wcześniej. Ruch na stacyjce wygląda podobnie jak w zalinkowanej wcześniej relacji p. Wojtka Pysza, ograniczę się więc jedynie do uwagi, że nasze wagoniki nie były żółte, tylko zielone i mieliśmy do wyboru dwa: z szybami lub bez. Wybieramy ten z szybami, żeby po drodze „nie zacugowało” i jak się później okazuje mieliśmy słuszność pod względem wiatru; ujemną stroną tego wyboru było natomiast wdychanie papierosowego dymu, którym wypełnione było powietrze w wagonie .
    Tu wnętrze wagonika jeszcze puste:
    a tu pełne:
    Ruszmy chwilę po siódmej, podziwiając po drodze piękne widoki:
    Jak się okazuje, pociąg jedzie dzisiaj jednak do Valea Babei, co nas niezmiernie cieszy. Na jednej ze stacji po drodze dosiada dwóch rumuńskich „WOP-istów”, których zagadujemy po angielsku prosząc o pomoc w wyborze najlepszej drogi dojścia na szczyt Komanu ( nie wyjawiłem do tej pory celu naszej „pielgrzymki”, jednak oczywiście była nim Hnitessa oraz przedwojenny najbardziej wysunięty na S punkt Polski na przełęczy Fata Boului, wędrówkę szczytową chcieliśmy jednak rozpocząć od miejsca, w którym opuściliśmy grzbiet graniczny w zeszłym roku, czyli od Komana i Komanowej). Policjanci nie polecają nam drogi bezpośrednio z Valea Babei (tak jak myślałem raczej nie istnieje w formie wyrysowanej na mapie), za to proponują nam wejście na grzbiet w okolicach Purula ze sobą. Dziękując odmawiamy jednak, gdyż objuczeni ciężkimi plecakami i tak nie bylibyśmy w stanie dotrzymać im kroku.
    Ostatecznie więc wysiadamy na stacji Valea Babei, żegnani przez pozostałych w pociągu pracowników leśnych (przed wyjściem poczęstowali nas jeszcze palinką ) - kolejka wraca wraz z nimi, tego dnia bowiem skład dociera do położonej w bocznej dolince stacji Steviora. Jak się okazuje pociąg dojechał dziś do Valea Babei specjalnie, żeby podwieźć właścicielkę schroniska o tej samej co stacja nazwie wraz z towarami, które wiezie na cały tydzień z miasta. Pomagamy pani w przeniesieniu owych dóbr na próg domu, za co ona zaprasza nas na popas pod zadaszone miejsce ze stolikiem i ławkami. Miejsce jest bardzo schludne, tak samo jak kibelek typu „wygódka” na zewnątrz – widać, że jest albo mało używany, albo regularnie dokładnie szorowany . Zastanawiamy się, kto dociera w tą leśną głuszę w końcówce doliny Wazeru, bo turystów tu za bardzo nie widać. Odpowiedź, wydaje się, otrzymujemy następnego dnia...
    Załączone obrazki Załączone obrazki
    Ostatnio edytowane przez luki_ ; 22-06-2016 o 20:21

Informacje o wątku

Użytkownicy przeglądający ten wątek

Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)

Podobne wątki

  1. Dwie sprawy w jednym
    Przez LEGINISTA w dziale Bieszczady praktycznie
    Odpowiedzi: 2
    Ostatni post / autor: 30-03-2016, 15:29
  2. Dwa światy
    Przez DUCHPRZESZŁOŚCI w dziale Relacje z Waszych wypraw w Bieszczady
    Odpowiedzi: 25
    Ostatni post / autor: 21-10-2014, 12:05
  3. Borsuki i lisy "w jednym stały domu"? Zdjęcia i filmiki sprzed kilku dni
    Przez Łaziki w dziale Fauna i flora Bieszczadów
    Odpowiedzi: 0
    Ostatni post / autor: 11-04-2013, 12:04
  4. Dwa dni w krzakach:-)
    Przez diabel-1410 w dziale Relacje z Waszych wypraw w Bieszczady
    Odpowiedzi: 4
    Ostatni post / autor: 06-07-2012, 19:03
  5. Dwa dni jesienią
    Przez iwonaf w dziale Relacje z Waszych wypraw w Bieszczady
    Odpowiedzi: 7
    Ostatni post / autor: 06-10-2009, 14:33

Zakładki

Zakładki

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •