Pokaż wyniki od 1 do 10 z 17

Wątek: Dwa rozrogi za jednym zamachem

Widok wątkowy

  1. #15
    Bieszczadnik
    Na forum od
    03.2011
    Rodem z
    Wrocław
    Postów
    231

    Domyślnie Odp: Dwa rozrogi za jednym zamachem

    Rano wstajemy dosyć wcześnie, gdyż mamy w planach zdążyć na drugi poranny autobus do Werchowyny, który odjeżdża z przystanku na krzyżówce wg podzielonych zadań miejscowych jakoś między godziną 7.30 a 8.30. Poprzedniego wieczoru pytaliśmy o godzinę odjazdu tego autobusu także panią z recepcji naszego obiektu zaznaczając, że będziemy opuszczać nasz pokój o siódmej rano. Jakież więc było moje zdziwienie, gdy o rzeczonej godzinie następnego dnia bezskutecznie zacząłem dobijać się do zamkniętych drzwi obiektu głównego! Widząc to ochroniarz poinformował mnie, że recepcja jest czynna od 8 rano – ja mu na to, że przecież wczoraj umawiałem się z recepcjonistką, że wychodzimy o siódmej, niech więc on sam odbierze od nas pokój. Okazało się, że takiej opcji nie ma i trzeba dzwonić po panią. Koło wpół do ósmej nasza recepcjonistka zjawia się w końcu i możemy zdać pokój.
    Przy okazji potwierdza się tu nam stara zasada, że jeżeli już nocować pod dachem w ukraińskich górach – to tylko u miejscowych. Nie dość, że wspomożemy ich skromny budżet, to jeszcze załapać się możemy na dobry posiłek i coś do niego...i oczywiście nie będziemy musieli mierzyć się z takim absurdem, jak czynna od ósmej rano recepcja .
    Po porannych kłopotach ruszamy więc na przystanek – naszą uwagę przykuwa taka oto reklama na sklepiku naprzeciwko (dla nieznających cyrylicy tłumaczenie: „pańskie piwo” ):
    Nasz autobus podjeżdża wkrótce i ruszamy. Naszym dzisiejszym celem jest pasmo Kostrzycy, wysiadamy więc na „Perewale” czyli przełęczy między Worochtą a Werchowyną - stamtąd bowiem wiedzie najdogodniejsze dojście na Kostrzycę. Z przełęczy podążamy więc najpierw za znakami czerwonego szlaku, żeby na końcowym podejściu pod Kostrzycę zamienić je na żółte. Trasa tak na mapie, jak i w terenie wyznakowana jest faktycznie prawidłowo. Po drodze, przy okazji mam możliwość praktycznego sprawdzenia wodoszczelności mojej nowej laminowanej mapy ukraińskiego wydawnictwa „Astur” - w pewnym momencie wywalam się bowiem na błotnistej drodze i cała moja mapa (jak również spodnie ) są w błocie. Przemywam ją (tzn. mapę) i spodnie w pierwszej napotkanej rurze odprowadzającej wodę:
    Po mniej więcej trzech godzinkach (około dwunastej) docieramy wreszcie na grzbiet Kostrzycy, skąd mamy pierwszy piękny widok na grzebień nieodległej Czarnohory ( takie widoki towarzyszą nam prawie do końca dzisiejszej trasy, kierujemy się bowiem ścieżką grzbietową na wschód w kierunku leżącego nad Czarnym Czeremoszem Krasnyka):
    W Krasnyku jesteśmy już przed czwartą po południu. Tutaj mam dylemat – czy szukać jakiegoś dogodnego miejsca na nocleg, czy może podjechać kawałek autobusem do Zełenego, tak, aby jutro od rana od razu ruszyć w kierunku interesujących nas Uhorskich Skał w bocznym paśmie Skupowej; ponieważ wyjście z Krasnyka wiązało by się z meczącym, pond 700 metrów różnicy wzniesień liczącym podejściem, wygrywa ta druga opcja.
    Autobus „burkucki” mamy dopiero koło osiemnastej, kupujemy więc piwo i rozkładamy się nad brzegiem Czeremoszu kontemplując widoki i delektując się trunkiem - naprzeciwko nas w nurcie Czeremoszu zaparkował Ził, na bagażnik którego zrzucany jest rumosz skalny wydobywany z dna rzeki przez koparkę.:
    Widać, ze chłopaki (zarówno kierowca Ziła, jak i operator koparki) dumni są ze swojej pracy i cieszy ich kibicujący na brzegu niewielki tłumek miejscowych. Lokalniacy popiją wódeczkę, a opróżnione plastikowe butelki po napojach gazowanych (napojach służących za popitkę) lądują na brzegu Czeremoszu. Utylizacją tych ostatnich zajmuje się mała dziewczynka – córka pani sklepowej – po uzbieraniu większej liczby „plastików” robi z nich ognisko na czeremoszowym brzegu:
    Dziewczynka sprząta także po miejscowych z drewnianych ław na „miscu widpoczynku” - w ogóle widać, że jest bardzo pracowita ( w wielu miejscach na Ukrainie powtarzał się zresztą często taki sam scenariusz – pracujące ciężko kobiety i niepracujący, ale pijący mężczyźni ).
    Około szóstej podjeżdża w końcu nasz autobus – na szczęście nie jest tak przeładowany jak podczas naszej zeszłorocznej wyprawy – zajmujemy więc miejsca siedzące i ruszamy do Zełenego.
    Jeszcze na przystanku pytamy pewną młoda kobietę o możliwość zanocowania gdzieś przy szlaku na Uhorskie Kamenie blisko Zełenego, ale ta odpowiada, że mieszaka tu dopiero od dwóch lat i nie zna gór , ale mąż który pracuje w lesie będzie na pewno coś wiedział. Koniec końców mąż tej pani okazuje się nam niepotrzebny, bo jeszcze w autobusie swoją pomoc oferuje nam inna kobieta, wysyłając swojego synka, żeby pokazał nam drogę i dogodne miejsce na biwak. Po wyjściu z autobusu podążamy więc za chłopcem, najpierw przez kładkę na Czeremoszu:
    by w końcu wylądować nad brzegiem rzeczki Hnylec. Stąd – jak mówi chłopiec – możemy czerpać wodę, a biwak urządzić można na łąkach powyżej.
    Chłopak robi wrażenie bardzo rozgarniętego; pokazuje na mojej mapie (a ma dopiero 10 lat!), gdzie znajdują się należące do jego rodziny połoniny, gdzie chodzi na borówki, a gdzie dziadek ma krowy... . Dostaje na koniec ode mnie czekoladę i zmyka do domu.
    Niestety, do miejsca przeznaczonego na biwak jest dosyć daleko, niezręcznie więc było by nam schodzić do rzeczki po wodę, pytamy więc miejscowego z domu położonego nad potokiem, czy możemy się rozbić na jego terenie. Facet wyraża zgodę, szukamy więc dogodnego miejsca na nocleg – niestety – większość łąki przed domem pokryta jest krowimi plackami . Po chwili nasz gospodarz wraca do nas jednak oferując nam nocleg u siebie w domku... Ponieważ jest już wieczór i nie chce się nam kombinować przystajemy więc ochoczo na tą propozycję. Pokoje, które nam przeznaczono są bardzo schludne i zdaje się nieużywane – pewnie czekają na córkę gospodarza... Nasz kolejny dobroczyńca na tej wyprawie długo wzbrania się przed przyjęciem jakichkolwiek pieniędzy za nocleg, ale nie dajemy za wygraną przekonując go, że nie jesteśmy przecież w nagłej potrzebie i wynagrodzenie słusznie mu się należy.
    Załączone obrazki Załączone obrazki

Informacje o wątku

Użytkownicy przeglądający ten wątek

Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)

Podobne wątki

  1. Dwie sprawy w jednym
    Przez LEGINISTA w dziale Bieszczady praktycznie
    Odpowiedzi: 2
    Ostatni post / autor: 30-03-2016, 14:29
  2. Dwa światy
    Przez DUCHPRZESZŁOŚCI w dziale Relacje z Waszych wypraw w Bieszczady
    Odpowiedzi: 25
    Ostatni post / autor: 21-10-2014, 11:05
  3. Borsuki i lisy "w jednym stały domu"? Zdjęcia i filmiki sprzed kilku dni
    Przez Łaziki w dziale Fauna i flora Bieszczadów
    Odpowiedzi: 0
    Ostatni post / autor: 11-04-2013, 11:04
  4. Dwa dni w krzakach:-)
    Przez diabel-1410 w dziale Relacje z Waszych wypraw w Bieszczady
    Odpowiedzi: 4
    Ostatni post / autor: 06-07-2012, 18:03
  5. Dwa dni jesienią
    Przez iwonaf w dziale Relacje z Waszych wypraw w Bieszczady
    Odpowiedzi: 7
    Ostatni post / autor: 06-10-2009, 13:33

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •