Rano budzimy się wyspani; wyspany jest tez Marek, który spał przy ognisku korzystając ze sprzyjającej aury i gwieździstej nocy...
Nie spieszymy się ze zwijaniem biwaku, ponieważ autobus, którym ruszymy „w doliny” wyjeżdża z Probijnej dopiero wpół do pierwszej. Na przystanek nie mamy zresztą daleko, najwyżej z pół godzinki, ruszamy więc dopiero koło jedenastej.
Po dojściu na autobusową „pętle” siadamy pod magazinem.
Obok magazinu stoi słup ogłoszeniowy, na którym zawieszono plakat zachęcający do zaciągania się do ukraińskiej armii. Zależnie od szarży można tam dużo zarobić, np. zostając „dowódcą wzwodu” zarobić „vid 9000 grywien”:
Nasza ławeczka jest też dobrym miejscem obserwacyjnym, robimy więc zdjęcia wsi:
jej mieszkankom:
a w końcu zjeżdżającemu z połoniny na koniu młodemu hucułowi:
Chłopak ten zresztą szybko się z nami zaprzyjaźnia; pokazuje na mapie gdzie jest jego połonina i opowiada dużo o życiu i pracy na niej. Pyta skąd i dokąd idziemy (przy okazji dowiaduję się,jak poprawnie „po huculsku” winno się wymawiać nazwy miejscowe, np. „pypywan”, czyli Pop Iwan) . Wasia (bo tak chłopiec ma na imię) przedstawia nam też swojego konia – Zirkę:
Opowiada mi także o tym, że ten koń potrafi zaganiać owce kąsając je z lekka.
Wasia z połoniny nie zjechał tu sam – towarzyszy mu starszy kolega, który po odprowadzeniu Wasi na autobus wraca z powrotem.
Siedząc na przystanku zastanawiamy się, ilu turystów pieszych minęliśmy na szlaku, zarówno tu, jak i w Rumunii i wychodzi nam, że zero. Po chwili przyjeżdża nasz autobus (prawda, że wnętrze "wakacyjne"?: ),
z którego wysiada dwójka ukraińskich wędrowców, którzy – jak dowiedzieliśmy się z krótkiej z nimi rozmowy – zmierzają w kierunku Połonin Hryniawskich. Poprawiają więc nasz „bilans” - nie zero, a dwójka:
Nasz autobus jedzie doliną Probijnej, mijając dochodzący z prawej potok Hramitny. Dojeżdżając do tego miejsca zamykamy więc naszą pętlę – do tego miejsca dotarliśmy bowiem w zeszłym roku wędrując po Czywczynach i Hryniawach wokół źródeł Czarnego Czeremoszu...
Wysiadamy w miejscowości Czeremoszna (niegdysiejsza „Fersekula”), gdyż po drugiej stronie tutejszego mostu na Białym Czeremoszu ok. wpół do piątej będziemy mieć kolejny autobus – do Wyżnicy. Mamy więc sporo czasu i siadamy sobie w magazinie przy moście, gdzie – jak się okazuje można zamówić pieczoną „kurkę”, co też czynimy. Sympatyczna „sklepowa” kroi nam do tego na poczekaniu warzywa – ogórki i pomidory. Wschodnim obyczajem zamawiamy do tego chleb i najadamy się do syta:
Zaznajamiamy się także z biesiadującymi przy stole obok Ukraińcami – przy szampanie i gorzałce świętują jakieś swoje „niespodziewane” spotkanie:
Około czwartej przechodzimy przez most na Czeremoszu do bukowińskiej wsi Koniatyn, skąd, po zawróceniu z pętli w Jabłonicy odjedzie nasz autobus.
Z przesiadką w Wyżnicy zmierzamy dziś do Czerniowców, skąd o północy odjeżdża nasz pociąg do Lwowa. Po drodze mijamy liczne korowody uczniów świętujących zakończenie roku szkolnego:
W Czerniowcach jesteśmy po dwudziestej, kupujemy więc na dworcu bilety. Następnie wyprawiam moich towarzyszy na czerniowieckie „by nighty”; ponieważ zwiedzałem już to miasto zostaję wraz z plecakami w przydworcowej knajpce. Niestety przyczepia się do mnie miejscowy pijaczek, który twierdząc, że pracował wiele lat w Pradze próbuje ze mną rozmawiać po czesku. Ponieważ facet jest strasznie namolny przesiadam się wraz z całym naszym majdanem bliżej baru, co z kolei nie podoba się barmance, która objeżdża mnie twierdząc, że zrobiłem sobie z jej lokalu dworcową poczekalnię. -”Wot, wasz czerniowiecki czełowiek” mnie do tego zmusił – mówię i jakoś załagadzam całą sytuację. Nadejście mojej ekipy na szczęście wybawia mnie z opresji – zamawiamy coś do zjedzenia i popicia, po czym udajemy się na dworzec na nasz pociąg.
Nad ranem docieramy do Lwowa, skąd już wypróbowaną trasa via Szeginie i Medykę dojeżdżamy do Przemyśla. W pociągu do Wrocławia nie ma już wolnych miejsc (końcówka „długiego weekendu”), ale na szczęście nasi niezawodni kolejarze doczepiają dwa dodatkowe wagony „nienumerowane” gdzie można się wygodnie rozsiąść i odpocząć po tej bogatej we wrażenia podróży...


Odpowiedz z cytatem