Z Pliszki schodzimy do Łubni. Początkowo jest stromo w dół.



Czerwony szlak jest wyznakowany dość czytelnie. Znika tylko w momentach decyzyjnych, czyli na wszelakich rozdrożach.
Na jednej z polanek, dyskretnie spogląda na nas ładna i wysoka góra z Polski


Rozstanie się ze szlakiem skutkuje czasem koniecznością brodzenia w potoku. Ten jest bardzo przyjazny i nawet woda nie wlewa się do butów.


Kolejne, tytułowe siano.


Obrazki z Łubni:











W Łubni też wstępujemy do magazinu. Jest zamknięty, ale za chwilę go otworzą. Można to poznać po schodzących się ze wszystkich stron spragnionych osobnikach. Piwa tutaj, niestety, nie leją. Jest tylko butelkowe. Przysklepowi rozmówcy skarżą się nam, że Polska nie zgadza się na otwarcie pieszego przejścia granicznego na przełęczy Beskid, do której stąd jest dwa kilometry. Kolejne trzy i już Wołosate. Można by wtedy dorobić na sprzedaży paczki papierosów i flaszeczki wódki. A teraz pozostaje tylko jagody zbierać. W dodatku polska straż graniczna przegania lub wyłapuje zbieraczy, którzy przeszli parę metrów za daleko na północ. A tam tyle pięknych jagód się marnuje!
Na czym polegają kłopoty tutejszych jagodziarzy - poniżej.