Z tym pałacem w Nozdrzcu to prawda, od strony Sanu prezentuje się bardziej okazale niż od frontu.
W Uluczu nie było tłumów (jeden samochód) , ale nie było też sklepu a przyszła pora na śniadanie. Najbliższy sklep jest parę kilometrów dalej, obok cerkwi w Dobrej Szlacheckiej (która to teraz chyba straciła ten szlachetny przydomek)
Popędziliśmy z wiatrem tam pod samą cerkiew.
.
.
Charakterystycznym elementem tej cerkwi jest brama wejściowa pełniąca jednocześnie rolę dzwonnicy. To rzadko stosowane rozwiązanie, ale wygląda uroczo.
.
.
Sklep obok cerkwi był, tyle tylko , że zamknięty, co wprawiło nas w smutek, bo nie mieliśmy zapasów, a specjalnie tu nadrobiliśmy kilometry.
Kolega Ciepły zasugerował, że trzeba szukać dzwonka.
Jest, trochę schowany, ale był, nacisnąłem i czekam. Po chwili zza budynku wyłania się postawny mężczyzna więc zapytuję go czy sklep będzie otwarty ?
- Sorry, I'm French - słyszę w odpowiedzi
Francuz ??? tutaj ??
Za chwilę zza budynku wyłania się kobieta która zdecydowanie bardziej przypomina panią sklepową,
Jesteśmy uratowani i fundujemy sobie wspaniałą ucztę rowerowego wędrowca
.
.
Polecam ten sklepik , bo był pełen wschodnich klimatów, posiadał stoły z ceratą, ławeczki, wszystko to w cieniu drzew i zaciszu.
Nic dziwnego , że podczas gdy myśmy ucztowali nasz sąsiad na słupie patrzył z zazdrością.
.
.
Ponieważ osiągnęliśmy najbardziej odległy punkt trzeba było rowery obrócić o 180 stopni i poszukać drogi powrotnej.
Aby nie jechać pod wiatr postanowiliśmy jechać pod górkę co widać na załączonej mapce.
.
![]()







Odpowiedz z cytatem
