Don Enrico - to są słupki pochodzące właśnie z wymienionej tu przeze mnie Porta Rusica. Liczby na słupkach to kilometry. Niestety nie zrobiłam zdjęć tabliczek informacyjnych, na których mogło być więcej szczegółów.
U Borysa nie wiem co słychać, ale generalnie w Osadnem spokój i cisza :)

Dzień 5:
Z Osadnego wracamy do głównej drogi i jedziemy na Medzilaborce. Pogoda sprzyja, widoki super, ruch znikomy. Fajnie, że na początku i końcu każdej wsi oprócz tabliczki z nazwą miejscowości jest też herb. Można snuć domysły się jakie historie kryją się za herbami.
SAM_1558.jpg
We wsiach funkcjonują nazwy dwujęzyczne:
SAM_1549.jpg
...co pomaga mi w odkryciu, że nazwa Medzilaborce (Межилаборці) to coś jakby "między Laborcem" :D
Inna zagadka, której niestety nie udało się rozwikłać - takie poziome znaki pojawiające się co jakiś czas na drodze:
SAM_1550.jpg
Ktoś coś wie?
W Brekovie (dzielnica Medzilaborców) łapie nas deszcz, przeczekujemy na przystanku, który mógłby pomieścić chyba ze 30 osób. Tym razem jednak czekamy sami, nie licząc licznej koloni wielkich, czarnych pająków. Burza przechodzi chyba w okolicy Paloty i Radoszyc, niebo w stronę naszej trasy przez Certiżne wygląda przyzwoicie. Widok z podjazdu:
SAM_1562.jpg
To już drugi raz w czasie tej wycieczki kiedy pokonujemy główny grzbiet Karpat, bynajmniej nie ostatni. Ale jedzie się całkiem przyjemnie, droga na przełęcz nie męczy jakoś strasznie, no i dużym plusem jest brak samochodów :) (oprócz jednego busa na rzeszowskich blachach).
Już po polskiej stronie mijamy słynne drogowskazy na Nordkapp i Babadag, aż wreszcie docieramy do celu dzisiejszej wędrówki:
SAM_1569.jpg
Tam lokujemy się w "Zaścianku". Obiad, mycie, pranie, a potem zestaw na miły wieczór:
SAM_1572.jpg
:)

Dzień 6:
Najzimniejszy dzień. Niby świeci słońce, ale wieje lodowaty wiatr. Oj, jedzie się ciężko. Na szczęście na trasę ruszamy dobrze zaopatrzeni. Jaśliska piekarnia robi przepyszny chleb i drożdżówki! Jedziemy do drogi krajowej Rzeszów-Barwinek. Tam pozdrawia nas robotnik: "lepiej jak dziś wam nie będzie, wczasowicze". Wczasowicze?! Człowiek jedzie obładowany, dziennie po 60-70km, a tu mówią, że wczasowicze...
Skręcamy na Mszanę i wspinamy się do drogi nad wsią. Widoki piękne, przestrzennie:
SAM_1578.jpg
Zjeżdżamy do Olchowca, tam odwiedzamy cerkiew:
SAM_1586.jpgSAM_1587.jpg
A potem odwiedzamy starą chyżę, gdzie znajduje się prywatna izba regionalna, po której oprowadza nas gospodarz. Opowiada różne historie, m.in. o tym, jak stary Łemko nie chciał mu sprzedać skórzanych kierpców, bo nie chciał "żeby Polaki oglądali i myśleli że my dziady". Buty nawiasem mówiąc piękne.
SAM_1588.jpg
Widzicie ten pień pośrodku? Z nim też związana jest pewna historia. To fragment pnia potężnego jesionu, który rósł przy cerkwi. Pewien młody chłopak bardzo to drzewo ukochał, siedział pod nim, przychodził pomyśleć. Los rzucił go do Mołdawii, jednak co jakiś czas wracał do Olchowca. Do czasu, gdy mieszkańcy zdecydowali o wycince drzewa. Od tego czasu już nie przyjeżdża. A mieszkańcy podzielili pień potężnego drzewa i wielu ma fragmenty na pamiątkę. Dziękujemy gospodarzowi za opowieści, kupujemy cegiełkę na kiczki i jedziemy dalej.
Za Olchowcem odwiedzamy Krempną, a potem przez Rozstajne i Nieznajową jedziemy do Radocyny. Tam fundujemy sobie prawdziwą ucztę. Nocleg wypada na bazie namiotowej, siedzimy przy ognisku i znów podziwiamy piękne niebo. Noc tego dnia jest wyjątkowo zimna.
Cdn.