Jeszcze przeproszę za zakłócenie przebiegu relacji i dorzucę garstkę wspomnień, kilka zdjęć z dnia poprzedniego, dla mnie przełomowego.
Tak, ten dzień trafił się wyjątkowo jednostajny. Mgła skrywała widoki, pod nogami cały czas twarda, kamienista droga, która z każdą godziną coraz bardziej dawała się odczuć stopom.
Rano popełniłam błąd, bo optymistycznie nie założyłam ani ochraniaczy ani spodni od deszczu, jedynie ubrałam kurtkę. Tymczasem dół coraz silniej przemakał, przylepiał do ciała i ciążył. Buty też się poddały i zaczęły chłonąć wodę. Udało mi się na postoju zmienić skarpetki i wkładki, co przyniosło pewną poprawę.
Chociaż tak myślę, że w pełnym słońcu, na tej odkrytej drodze też nie byłoby lekko.
Przy lekkiej mżawce szło się znośnie, dopiero coraz mocniej siąpiący deszcz zaszedł za skórę;-)
Jedyne przerywniki po drodze to były słupy, słupki, druty, a i czasem jakaś brama;-)
Jedną minęliśmy,
![]()
a drugą przekroczyliśmy.
Spotkania z jagodziarzami i ich transportem oraz pogranicznikami.
Kiedy żołnierz skierował nas na dozwoloną drogę to nawet mi się podobała, bo była węższa, nie utwardzona i przebiegała wśród kolorowego ziela.
Jednak chyba w tej mgle jakieś dementory czy inne stwory z granicy dwóch światów wyssały ze mnie wszystkie siły witalne, bo szłam coraz wolniej i wolniej...
Tabliczka "магазин" wlała mi otuchę w serce...może będzie odpoczynek w cieple, może coś gorącego się trafi... Może, może... sklep okaże się hotelem;-) Niestety, ku mojemu rozczarowaniu chałupa nie przyjmowała gości, a wejścia pilnował piesek o tak smutnej mordzie jak moja w tamtej chwili;-)
Ale nie ustaliśmy w poszukiwaniu hotelu. I w momencie, kiedy rozkręciła się najsilniejsza ulewa złapaliśmy niewielką bacówkę,
w której już schronili się już inni podróżni (przyjechali na motorach). Coś się tliło pod kozą, coś gotowało na płycie. Jak się dobrze ustawiło to nawet na głowę nie kapało z dachu;-) Ha! I pamiętam znasz znakomity ser z Sanoka, co mnie deczko na nogi postawił!
Ale zmęczenie dawało mi się silnie we znaki, a tu jeszcze dalsza wędrówka, zmyłka drogi, rozdzielenie ekipy i zostałam gdzieś na szarym końcu. Na szczęście w dolinie, z mgły wyłonił się szkielet naszego nowego hotelu
Tu mogliśmy spokojnie organizować się po dachem. A w międzyczasie przyszedł gościnny opiekun i budowniczy tego obiektu i zaprosił do siebie na ogrzanie i wysuszenie. Tak też ochoczo zrobiliśmy. Był też proponowany nocleg w pokoju z gospodarzami. Jednak urządziliśmy sobie spanie w przyszłym schronisku (dzięki za namiot, który dodatkowo chronił).
A jak się suszyliśmy, to poznaliśmy kolejną historię miejsca i zajęcia gospodarzy, którzy też sezonowo podejmowali tu pracę.
Gospodyni marynowała grzyby, a nas poczęstowała herbatą z krzaczka jagodowego (nie znałam tego napoju!) oraz chlebem z powidłami. Pycha!
Następny dzień, to miało być spełnienie moich planów.
I już się opowieść snuje...










Odpowiedz z cytatem











