Coś tam mieli, ale raczej nie bruśnieńskiej jakości.
Pokręciliśmy się po tych cmentarzach, choć od Brusna odległych to jednak tak bruśnieńskich...
A potem w samochód i jazda na południe! Wczesnym wieczorem dotarliśmy do Szybenego, a w Szybenym jak to w Szybenym: szlaban. Dalej nie wolno!
Nie wolno?
No jak nie wolno, jak mamy pozwolenie!Wniosek wysmarowaliśmy ze dwa tygodnie wcześniej i wysłaliśmy mailem gdzie trzeba, możemy więc z dziką radością powiedzieć pogranicznikom: "Jak nie wolno, jak wolno?". Pogranicznik zbiera paszporty, kopię wniosku i znika w budce na dłuższą chwilę. A jak wraca oddaje paszporty, podnosi szlaban i pokazuje ręką, że możemy jechać! Droga na Popa Iwana stoi przed nami otworem! Ale już nie dziś, dziś myślimy już o hotelu. Tylko jak trafić na Ukrainie do hotelu, kiedy nie wiadomo gdzie jest? Proste - trzeba zapytać w najbliższym magazinie
Zapytaliśmy, pani ze sklepu wiedziała gdzie ale nie miała numeru telefonu. Ale pod sklepem był ktoś kto miał numer i już po chwili dostaliśmy odpowiedź: hotel jest. Trzeba tylko zaczekać chwilę na gospodarzy. I ma to być hotel z luksusami: bieżącą wodą, prysznicem, łóżkami przykrytymi grubymi pierzynami, kuchnią... A co mamy sobie żałować!![]()




Odpowiedz z cytatem