Gdzieżbym śmiał, opowiadam wszystko jak na spowiedzi!
Idziemy więc Hryniawami prawie pod słońce,
mijając w większej lub mniejszej odległości połonińskie gospodarstwa.
Te, które widzieliśmy, mają jedną elegancką chatę dla właściciela zaglądającego to raz na tydzień lub dwa oraz szereg zabudowań gospodarskich i mieszkalnych dla pracowników. Ci są na poloninie od wiosny do jesieni doglądając bydła, owiec czy kóz. Połoniny zostały w tej części Ukrainy sprywatyzowane i w rękach prywatnych są teraz tereny o powierzchni przekraczającej 100 czy 200 hektarów.
Widoki nas nie opuszczają, za nami Pop Iwan (w oddali, pierwszy z lewej) ...
... a przed nami coraz większy i dostojniejszy Czywczyn. To plan na następny dzień, dzieli nas od niego głęboka dolina Czarnego Czeremoszu (z którym rozstaliśmy się nie tak dawno w Szybenem).
Jeszcze tylko trzeba zejść w tę głęboką dolinę i można się rozglądać za jakimś przyzwoitym hotelem!







Odpowiedz z cytatem