Pooglądaliśmy, podumaliśmy, porozmawialiśmy - a ponieważ od Czywczyna szła paskudna czarna chmura poszliśmy zapytać, czy można "gdzieś tu" rozbić namiot. Młody chłopak skierował nas do bacy a baca do хозяинa wskazując na nasz wypatrzony wcześniej hotel. No to poszliśmy, хозяин się zgodził a w sprawie miejsca kazał pytać bacy zaś baca skierował nas do tego chłopaka, którego pytaliśmy na samym początku. A chłopak z kamienną twarzą powiedział де хочетеI już, już rozbijalibyśmy namiot, gdyby nie to, że przestało padać i zaczęło lać.
Schroniliśmy się pod daszkiem bacówki (niestety nie hotelu) a po chwili baca zaprosił nas do środka. I za drobną opłatą (symboliczną, po kilka zł od głowy) pozwolił się ogrzać, wysuszyć, poczęstował serem (dobry był, ale słony jak sam diabeł) i obiecał mleka prosto od krowy. Byliśmy w domu!
Xозяин się spakował do auta, zaglądnął jeszcze do bacówki, przykazał dbać bacy o turystów z Europy (o nas znaczy), zabrał sera i odjechał. A my, w dzikiej radości, zaanektowaliśmy werandę hotelu
Mieliśmy więc nocleg pod dachem, z wyżywieniem w cenieWoda była (dosłownie) pod ręką a widoki na Czywczyn...
... i gospodarstwo ....
... przednie. To był "Hotel Starostaja" ***, już trzeci na naszej drodze
Ranek kolejnego dnia wstał mglisty.
Bardzo mglisty.
Spakowaliśmy się wcześnie i ruszyliśmy na powrót ku granicy.
![]()






Odpowiedz z cytatem