Póki nie odeszliśmy daleko od Starostaji, wygrzebałem jeszcze kilka obrazków.
Widok na hotel i otoczenie od wschodu.


Suszą się bańki na mleko. Dwa namioty okryte niebieska folią, to zbieracze borówek, lub - jeśli ktoś woli - jagód.


Baca idzie doić.


Po włożeniu bryndzy do słoi, baca myje miskę.


Później baca umyje tutaj ręce.


Nasza rezydencja z perspektywy żabiej.


Jeszcze raz nasze namioty na tarasie hotelu. Mieliśmy dwa namioty trzyosobowe na 5 uczestników. Ja (ten piąty), nie mogłem się zdecywować, do którego namiotu pójść, a obie załogi mnie zapraszały. Rozłożyłem więc materac na skrawku wolnej podłogi pomiędzy namiotami. Tam, gdzie pies pokazuje ogonem. I też było wybornie!


Załoga bacówki je kolacje. Przedstawiciel turystów idzie po mleko.


Poranek następnego dnia. Za chwilę nie będzie tu po nas śladu.