...najpierw suplement do poprzedniego dnia.
Po kilku godzinach spędzonych na przełęczy wydawało nam się, że trafiliśmy "na koniec świata". Spokój, cisza, całkowite bezludzie. Cywilizacja niedaleko, ale ostatecznie pozostawiona gdzieś na Fantana Stanchii.
Zmiana zaszła po kolacji, a przed wgramoleniem się do namiotów. Usłyszeliśmy ciężko pracujący silnik, a za chwilę na przełęcz wtoczyła się potężna ciężarówka z drewnem. Potem inny gruzawik zjeżdżał na pusto do Baja Borsa. I tak było przez parę godzin. Trudno powiedzieć co jest bardziej uciążliwe: hałas samochodu wjeżdżającego pod górę, czy hamującego silnikiem przy zjeździe w dół.
Rano błękitne niebo, kilka cumulusów, bardzo ciepło. Na przełęczy kilka samochodów
ciężarówka
i stado krów, które pomału, konsekwentnie zbliża się w naszą stronę
Najwyższa pora ruszać dalej. Idziemy płajem, znakowanie wystarczająco rozsądne, zwłaszcza, że nie ma żadnych skrzyżowań, rozwidleń. Między drzewami pokazują się widoki na otoczenie naszej doliny
Docieramy do znanej z wielu relacji polany z szałasem.
Kolejny, piękny widok na Rodniany z Pietrosulem
Czasami płaj pnie się ostrzej do góry. Tu - przez malowniczą łąkę
Ale głównie maszerujemy przez las. A w nim miłe niespodzianki
Było ich więcej. Wszystkie wskoczyły do torby Marka
Dalej kolejny postój - wielkie zarośla jagodowych krzewinek. To nasza pierwsza jagodowa uczta w tym roku
Następna polana i Torojaga w całej krasie
i Rodniany
Dalej kolejne prawdzikowe żniwa. W jednym miejscu osiem okazów. Na tym zdjęciu - pięć
Ostatni widok na dolinę Tasli. Do sąsiedniej doliny Vaser już całkiem blisko
Zauważamy odejście ścieżki/dróżki na Prislopul Cataramerai, ale nie ma żadnego oznaczenia szlaku. Nie przeszkadza nam to, maszerujemy cały czas płajem. Wkrótce po jego lewej stronie pozostałości I-szo wojennych umocnień, a potem spośród drzew widzimy wierzchołek Hnitessy i jej sąsiadów
Przekraczamy największy z dotychczasowych potoków spływających z Kreczeli. To Balasana Mare wpływająca do Vaseru
I nagle otwiera się otwarta przestrzeń - polana o wdzięcznej nazwie: Preluca Jneapanu Hanchii
Fantastyczne widoki, cisza, spokój, żadnych śladów cywilizacji. I jeziorko! I morze jagód! Nie ma siły, która zmusiłaby nas do kontynuowania marszu bez zatrzymania się tu na dłużej
Podjadamy jagody, zjadamy obiad no i ruszamy dalej. Ale gdzie jest płaj? Nie da się ukryć, że tracimy sporo czasu zanim znajdziemy właściwą drogę. W końcu mamy ją i maszerujemy dalej. Mijamy południk Hnitessy i wspinamy się w górę. Płaj prowadzi tu na sporym odcinku przez kosówkę. Potem ostre zejście w dół i jesteśmy na górnej części polany Fata Banului. Na wschodzie widać pieczarki Tomantyka
Sprzed wejścia do namiotu mamy widok na wieczorną Torojagę. Dobranoc!
cdn.


Odpowiedz z cytatem