
Zamieszczone przez
Waldemar
Nagle słyszę głos Ali - mamy gości.
Odwracam się i rzeczywiście obok nas stoi dwóch pograniczników ukraińskich. Jeden wyglądający jak brat Rambo, drugi jak niedożywiony chłopaczyna z podstawówki. Ale od razu rzuca się w oczy, że nie wyglądają tak jak wojacy z relacji Lukiego o dwóch rozrogach na raz. Nie mają bluz, ani żadnego ekwipunku. Być może wszystko to jest w samochodzie trochę dalej...ale wyglądają dziwnie.
Standartowa rozmowa: skąd Wy, dokąd idziecie, po co? A na koniec - dokumenty są? Nim zdążyłem cokolwiek powiedzieć słyszę jak Marek mówi: jesteśmy w Rumunii, a Rumunia jest w Unii, a tam nie trzeba żadnych dokumentów. Wojak nie jest zadowolony taka odpowiedzią. Daję mu więc wydruk e-maila do Politia Frontiera w której powiadamiamy o naszym zamiarze pałętania się po granicy (podziękowania dla Lukiego za info na ten temat w którejś ze swoich relacji) z podanymi nr słupków, datami, nazwiskami itp...). Ukrainiec zabiera go, bo jak mówi - musi mieć jakiś papier. Pokazuję mu naszą ukraińską mapę (ASSY), bo pyta się, czy wiemy gdzie jesteśmy? Pokazuję mu gdzie jesteśmy. Jest zdumiony! Skąd macie taką mapę? Kupiliśmy w Polsce! Kompletne zaskoczenie na twarzy. Kończy się na ostrzeżeniu przed przekroczeniem pasa drogi granicznej...