Waldemar, to nie tak, że ja uważam, że to nie byli pogranicznicy. Miałem na myśli to, że mnie już raczej nic nie zdziwi na Ukrainie - z jednej strony potrafi cię tam wylegitymować człowiek wyglądający na cywila (jak nas w Siankach), a z drugiej wiele osób chodzi tam ubrana "militarnie" - np. nasz gospodarz w Zełenem nie ubierał się inaczej, niż w moro (z tryzubem i napisem "Ukraina" na piersi) - czort wie, czy tak lubi (bo np. w ten sposób demonstruje ukraiński patriotyzm), czy może ubiera się tak z racji pełnionej jakiejś funkcji (np. leśnika).
Co do maila do Politii de Frontiera - w zeszłym roku owszem, otrzymaliśmy odpowiedź, ale w tym już nie, dlatego mimo wszystko udaliśmy się do oddziału policji w Viseu. Przyczyna braku odpowiedzi może być po prostu personalna - może w zeszłym roku pracował tam ktoś, kto przejmował się swoją funkcją, a kto w tym roku już tam nie urzęduje.

Odnośnie samej odpowiedzi na maila to wynikało z niej, że możemy się poruszać po granicy, tylko nie przechodzić na stronę ukraińską ( o 20 metrach nie było tam mowy); poinformowano nas także, że o naszej wędrówce został powiadomiony (oprócz oddziału w Viseu ma się rozumieć) także czerniowiecki oddział straży granicznej Ukrainy.
Wygląda więc na to, że przepis o 20 metrach wynika z rumuńskich rozporządzeń ogólnych o przebywaniu w strefie przygranicznej, natomiast każdorazowo właściwy oddział Politia de Frontiera może warunkowo zezwolić wybranym osobom na poruszanie się na samej granicy. Nie byłbym jednak tak niewolniczo przekonany do tej myśli, gdyż w końcu Rumunia to nie Austria czy Niemcy, gdzie każdy przepis jest wykonywany dokładnie - w Rumunii wiele zależy zapewne od podejścia konkretnych osób, np. w Viseu de Sus policjanci na komisariacie wydawali się być zdziwieni naszym zgłoszeniem, ale skoro już przynieśliśmy papier, to sobie go skserowali . Następnego dnia w Mocanicie napotkani pogranicznicy nie tylko nie pytali, czy mamy jakieś pozwolenie na poruszanie się po granicy (najwyraźniej nie dostali żadnego cynku z Viseu o naszej grupie), ale sami zaproponowali, że możemy wędrować wraz z nimi (żebyśmy się nie zgubili ; zupełnie nie chodziło im o możliwość naruszenia przez nas granicy).
Uważam jednak, że dobrze zrobiliście, że nie daliście dowodów tym Ukraińcom - jeżeli czegoś żądają, powinni się najpierw wylegitymować.

Wreszcie, co do strony nazewniczej okolic przełęczy pomiędzy Hnitessą a Kreczelą - nie przejmował bym się zbytnio ani wersją podawaną w przewodniku Robertsa, ani na mapie ASSy - obie są najprawdopodobniej błędne.
Tak się składa, że pierwsi na dokładne mapy tych okolic materiał nazewniczy zaczęli nanosić Austriacy - zapisywali go ze słuchu od miejscowych, tak więc od początku materiał ten mógł być obaczony błędami (zwłaszcza, że zapisywali go ludzie nie znający mowy ani słowiańskiej, ani wołoskiej) - do legend takiego "mapowania" przeszły już opowieści o tym, jak to austriacki mierniczy zapytał polskiego górala "co to za szczyt?" na co ten mu odpowiedział "to jo nie wim" i tak już zostało na mapie . Niezależnie od tego, czy ta opowieść jest prawdziwa, czy nie, to wiele z początkowych nazw z czasów tkz. "pierwszego mapowania" (II poł. XVIII wieku) musiało być weryfikowanych, bo respondenci zamiast nazwę całej miejscowości podawali np. nazwę jej części, czyli swojego osiedla. Te błędy dotyczyły oczywiście także oronimów; kolejne zresztą "zdjęcia" także błędów pozbawione nie były.
Co do okolic naszej Hnitessy, to mapa I zdjęcia Galicji (1779 - 1783) pomiędzy tą pierwszą górą a Kreczelą (Balasyniaszą) żadnych innych oronimów nie podaje.
II zdjęcie (dla Galicji to ok. połowa XIX wieku) dla południowego pipanta w grzbiecie opadającym z Hnitessy w kierunku przełęczy podaje nazwę "Initiasa' (podobna nazwa ("Initesa") pojawia się zresztą na współczesnej rumuńskiej mapie "Munti Maramuresului" z serii "Muntii Nostri", ale dla oznaczenia południowego wierzchołka Hnitessy (1759 m npm) ), dalej na południe (a więc w rejonie przełęczy oznaczonej na współczesnej ukraińskiej mapie ASSY jako "Fata Banului") pojawia się toponim "Stenisora" - a dalej na wschód hydronim "Stenisora Bach" na oznaczenie strumienia spływającego do Perkałabu i łączącego się z nim w miejscu oznaczonym jako "Triplex Confinium" (a więc strumienia we współczesnej polskiej literaturze przedmiotu (za mapami WIG) nazywanego "Mencziłem").
Toponim "Fata Banului" pojawia się dopiero na III zdjęciu Monarchii (w skali 1:75000, druga poł. XIX wieku) jednak trudno przypisać go precyzyjnie do jakiegoś punktu na południowych zboczach Hnitessy - dopiero porównanie z dokładniejszą mapa Królestwa Węgier (1:25000) pozwala precyzyjnie toponim ten umiejscowić - dotyczy on polany na południowo-zachodnich stokach Hnitessy (w każdym razie na pewno nie na granicy!) - to umiejscowienie zgadzało by się ze spostrzeżeniem Dariusza Czerniaka ("Płaj" nr 44), że nie można przełęczy określić mianem "Fata" bo nazwa ta oznacza w jęz. rumuńskim "nasłoneczniony (południowy) fragment zbocza" (przeciwnością słowa "Fata" jest określenie "Dos"). Co do brzmienia drugiego członu nazwy - "Banului" - Czerniak także wyraził swoje wątpliwości - chodziło zapewne o przymiotnik "Boului" (czyli "wołowy") (przekręcony przez spisujących mierniczych na "Banului"), a wywodzący się od nazwy potoku spływającego z południowo-zachodnich zboczy Hnitessy.
Dalej, zarówno mapa całej CK Monarchii (1:75000) jak i mapa królestwa Węgier w skali 1:25000 są zgodne - obniżenie między Hnitessą i Kreczlą nazywając "Stanisoara" (tak też w tekście Mateusza Trolla i Tomasza Boruckiego w miesięczniku "Geodeta" z września 2014 pt. "Rozgraniczenie II Rzeczypospolitej z Rumunią w świetle źródeł archiwalnych i eksploracji terenowej" : "Od trójstyku granica polsko-rumuńska biegła ogólnie w kierunku południowo-wschodnim głównym grzbietem Karpat, na dystansie ok. 48 km, aż po siodło Styniszory (określane też mylnie jako Fata Banului) za szczytem Hnitesy (1769 m)").
Przedwojenna mapa WIG 1:100000 arkusz "Hryniawa" na południe od "Hnatasi" żadnych oronimów już nie podaje.
Z kolei zarówno radziecka mapa sztabu generalnego (arkusz "Perkałab" 1:50000) jak i współczesne mapy rumuńskie (z serii "Munti Nostri" 1:65000 2015 r. jak i "bezskalowa" mapa pt. "Harta Borsa (...)") pomiędzy Hnitessą a Kreczelą nie wymieniają żadnych oronimów, natomiast nazwę "Stanisoara" podają dla bocznego ramienia Kreczeli, w polskiej literaturze przedmiotu (m in. T. Borucki) określaną jako "Zanoga". Wątpliwe jest, że twórcy współczesnych rumuńskich map sugerowali się nazwą z radzieckiej sztabówki; było raczej odwrotnie - to radzieccy oficerowie zaczerpnęli tą nazwę zapewne z jakiejś rumuńskiej mapy wojskowej. I tu rodzi się pytanie odnośnie umiejscowienia owej "Styniszory - Stanisoary" - czy to twórcy rumuńskich map (jako bądź co bądź miejscowi), czy austriaccy oficerowie mieli rację? Mnie osobiście wydaje się, że jednak Austriacy - i domyślam się jak taki błąd mógł wkraść się na mapy rumuńskiego sztabu generalnego. Otóż jak łatwo zauważyć granica Galicji (zarówno na II zdjęciu wojskowym, jak i na trzecim) zakręca na wschód z głównego grzbietu poniżej Hnitessy w innym miejscu, niż była granica polsko - rumuńska na tym odcinku. Granica galicyjska odbijała w bok wcześniej (tzn. bliżej Hnitessy i bardziej na północ) niż przedwojenna PL/RO - zapewne więc w czasie "targów" granicznych z Rumunią naszej delegacji udało się przechytrzyć Rumunów i wyrwać kawałek terytorium na południu - aż po bezimienne wzniesienie (na mapie ASSy, radzieckich sztabówkach i mapach rumuńskich kota 1577 ). Rumuni najwyraźniej nie zauważyli tej niezgodności, bo na ich mapy wkradł się błąd - przesunęli nazwę "Stanisoara" na pd - wschód (żeby nie było, że to tylko przypadek, to nazwa potoku Boului (na mapach katastralnych Królestwa Węgier zaznaczona na pewno prawidłowo - były to b. szczegółowe mapy a respondenci CK urzędników zeznawali pod przysięgą) też jest bardziej na północ niż na współczesnych mapach rumuńskich - potok ten ma źródła dokładnie tam, gdzie na mapie 1:25000 Węgier zaznaczona jest polana "Fata Banului" - to zresztą kolejny dowód na prawidłowe jej tam umieszczenie).
Umieszczenie potoku Boului w nieprawidłowym miejscu na współczesnych mapach rumuńskich skutkuje z kolei nieprawidłowym umieszczaniem polany "Fata Banului" na północnych stokach Kreczeli (tak jak np. w przewodniku Robertsa).
Co do nazwy na mapie ASSy - "Przeł. Fata Banului" ("Fata Banului Pass") - to jest to określenie oczywiście również nieprawidłowe - jak już wspominałem (za D.Czerniakiem ) nie można bowiem nazwać przełęczą "południowego, nasłonecznionego stoku" - być może prawidłowe mogło by być tu określenie "Pasul Boului", ale jako nieistniejące na żadnych mapach (a więc zapewne nieużywane przez miejscowych, czyli sztuczne), nie powinno być na siłę wprowadzane. Najprawidłowszym określeniem dla tego miejsca ( a więc bezimiennej przełęczy i jej otoczenia) jest zapewne owa "Styniszora" ("Stanisoara") - zgodna zresztą z umiejscowieniem jej na austro-węgierskich mapach katastralnych.