Już wcześniej idąc wzdłuż sągów drewna starałem się im w miarę dokładnie przyglądać w poszukiwaniu nadobnicy alpejskiej. Chciałbym ją zobaczyć na własne oczy i mam nadzieję, że nie potrwa to tak długo jak inne pozycje z mojej osobistej listy do odnalezienia. W tym roku udało mi się 2 sprawy "odfajkować" za jednym zamachem - przez ponad 30 lat nie udawało mi się znaleźć kozaka czerwonego (i nie wchodzę tu w niuanse "kolorowości" - byle nie był brązowy) a ostatnio z niewielkiego zagajniczka wyciągnąłem dobre parę kilo okraszone na dodatek okratkiem australijskim
Odwiedzam jeszcze dwa przystanki ścieżki przyrodniczej Udava-Solinka - jeden to stanowisko Kosaćca syberyjskiego (oczywiście o tej porze roku mogłem się o tym dowiedzieć tylko z tablicy) a drugie nad bobrowiskiem. Swoją drogą - zbyt wiele podobnymi ścieżkami się nie włóczyłem, kojarzę parę z MPN i BdPN. Jeden wniosek mi się nasunął - parki organizują takie ścieżki, wyznaczając tylko przystanki w terenie i trzeba mieć ze sobą gdzieś pozyskane broszury, by wiedzieć co konkretnie w danym miejscu chcieli pokazać. W przypadku ścieżki po której się poruszałem, a którą przygotowali leśnicy, wszystkie informacje są na tablicach ulokowanych w terenie - duży plus.
Doszedłem do jedynego zabudowania przy granicy. Jak zawsze, nie chciałem nikomu zawracać 4 liter i przerwę zrobiłem sobie na stacji kolejki. Już wychodząc z lasu uderzył mnie widok straganów postawionych przy torach. Na szczęście nie było nikogo, widocznie kolejka nie miała w najbliższym czasie tu dojechać.
Graniczny jak to graniczny - bardzo łatwy do nawigacji szlak, szczególnie jak się ma mapę z oznaczonymi słupkami granicznymi. Po drodze zostawiłem maślaki ale jak już napatoczył się kozak, to nie darowałem, mimo sporej odległości do celu. Na szlaku całkowite pustki, mi w cieniu bardzo dobrze się szło, choć towarzysz jednak odczuwał temperaturę. Miałem dla niego wodę na wypadek jeśli w terenie nie mógłby jej znaleźć.
Doszliśmy w końcu pod drugi z głównych celów wędrówki - cmentarz z WW położony pod Wierchem nad Łazem. Tu zaplanowany był dłuższy odpoczynek, na którym okazało się, że zapas wody dla towarzysza się kończy i trzeba było coś wykombinować. Postanowiłem dociągnąć do Wysokiego Gronia i stamtąd już nie iść na Głęboki Wierch (który na wiosnę odwiedziłem przy okazji organizowanej przez Słowaków imprezy p/t Turistický pochod po bojisku I. sv. vojny) tylko z Gronia pociągnąć na przełaj w kierunku stokówki. Przełaj to był przez jakieś 300m, później natrafiłem na drogę zrywkową i nią doszedłem do stokówki, gdzie znów poszukiwałem nadobnicy na sągach złożonego drewna.
Stokówką nie dało się iść - słońce mocno przygrzewało - i już po chwili zdecydowałem się iść w cieniu równolegle lasem. Wolniej się szło ale w sumie się opłaciło - poza paroma normalnymi już dla mnie grzybami znalazłem kozaka białego - wg wiki u nas niewystępującego
W planach miałem jeszcze pooglądanie wiekowego mostu na dawnym przebiegu torowiska wąskotorówki i położony dalej przepust. Most o tej porze roku nawet po zejściu do Magurycznego jest skutecznie maskowany przez przyrodę a o przepuście to nawet nie ma co wspominać. Po powrocie do mostu ponownie dłuższy odpoczynek i mojemu towarzyszowi udało się złapać parę chwil snu. Chciałem mu zrobić zdjęcie ale - gdy tylko się ruszyłem - już patrzył, czy czasem go nie opuszczam, więc ruszyliśmy na cmentarz w Woli Michowej...


Odpowiedz z cytatem