Przekazuję pozdrowienia. Bazyl zdobył najwyższy szczyt Półwyspu Bałkańskiego, Musała. Mało mu było polski gór....
Przekazuję pozdrowienia. Bazyl zdobył najwyższy szczyt Półwyspu Bałkańskiego, Musała. Mało mu było polski gór....
"Rozum mówi nie raz: nie idź, a coś ciągnie nieprzeparcie i tylko słaby nie ulega; każdy z nas ma chwile lekkomyślności, którym zawdzięcza najpiękniejsze przeżycia." W. Krygowski
Mówią, że historia lubi się powtarzać. Coś w tym jest, gdyż jak w ubiegłym tygodniu zalęgła się ponownie we mnie chęć zdobycia Tarnicy, to znów
Don wymigał się uroczystościami rodzinnymi:
don Enrico.jpg
I kuszę: zdobądźmy ją!
Okazało się, że ma katar i jeśli w tym agonalnym staniezdecyduje się coś zdobyć, to będą to krople do nosa w aptece za rogiem.
Tak, tak, poćwiczyłem różne takie bicepsy, tricepsy oraz inne wielocepsyi po tym tuningu
bazylpotuningu.jpg
postanowiłem spróbować się z tą Tarnicą!
Kilka godzin przed niedzielnym świtem, o czwartej w środku nocy zwlokłem się z łoża, przygotowałem kanapki, zalałem jeden termos kawą, drugi herbatą i o piątej wystartowałem w kierunku południowo-wschodnich rubieży.
O ósmej jadłem już śniadanie na parkingu w Wołosatym i chłeptałem poranną kawcię.
Po kwadransie ruszyłem w drogę i wkrótce znalazłem się w pięknym, zimowym lesie
natarnice1.jpg natarnice2.jpg
"Rozum mówi nie raz: nie idź, a coś ciągnie nieprzeparcie i tylko słaby nie ulega; każdy z nas ma chwile lekkomyślności, którym zawdzięcza najpiękniejsze przeżycia." W. Krygowski
No chyba że tak
Wracamy do mojej ekspedycji
Cichutko parłem do góry, aż tu nagle, zza drzewa ukazał mi się duch
natarnice3.jpg
Jak widać był przyjaźnie nastawiony, ale następny stwór jakby mniej
natarnice4.jpg
Niedaleko przechadzał się jakiś muminkopodobny osobnik
natarnice5.jpg
Czarno-białą scenerię zakłócił mi pod parkową wiatą
natarnice6.jpg
kolorowy element
natarnice7.jpg natarnice8.jpg
Tenże element miał pierońskie adhd i ciągle podfruwał to na gałąź, to na stół, to na podłogę, to na ścieżkę i ciężko było go capnąć zoomem ale jak się zamyślił na sekundę to udało się go uwiecznić.
Od wyjścia z Wołosatego aż do górnej granicy lasu nie było widać ani słychać nikogo przede mną czy za mną. Po świeżych tropach poznałem, że wcześniej musiały iść dwie osoby lecz okazało się, że nie potrafię zliczyć do trzech, gdyż na linii lasu spotkałem jednego zeszronionego turystę, który już schodził w dół i podczas krótkiej pogaduszki poinformował mnie, że na szczycie jest jeszcze dwóch i piździ!
Myknąłem nad ledwie widocznymi w śniegu cielętnikami
natarnice9.jpg
i mijając wyłaniające się z gęstego mleka fantazyjne kształty
natarnice10.jpg
dotarłem wkrótce do szlakowskazu na przełęczy
natarnice12.jpg
i po kilku chwilach stanąłem przed czymś, co średnio przypominało krzyż
natarnice13.jpg
i gdyby nie rozbrzmiewające fanfary
nie uwierzyłbym, że zdobyłem szczyt!
Niestety widoczność na połoninie sięgała kilku metrów a wiatr wiał dość mocno więc zrezygnowałem z robienia pętli przez Halicz i uskrzydlony sukcesem, zleciałem do Wołosatego w 30 minut, mijając po drodze sporo wdrapujących się ku górze turystów. Kilka minut po jedenastej siedziałem już w samochodzie i ruszyłem w drogę powrotną do Rzeszowa.
Ostatnio edytowane przez sir Bazyl ; 30-01-2019 o 21:56
"Rozum mówi nie raz: nie idź, a coś ciągnie nieprzeparcie i tylko słaby nie ulega; każdy z nas ma chwile lekkomyślności, którym zawdzięcza najpiękniejsze przeżycia." W. Krygowski
Lat temu już kilka nie mogłem spać pewnej niedzieli i gdzieś koło 2oo postanowiłem pojechać w góry. Zanim się spakowałem była 3oo, chwilę później ruszyłem w drogę. Też na Tarnicę, tylko latem. Szczyt zdobyłem kilka minut po 8oo a w Wołosatem byłem jeżeli dobrze pamiętam koło 13oo (ale po pętelce przez Halicz). I wszystko byłoby pięknie gdyby w drodze powrotnej nie męczyło mnie spanie... Pospałem sobie wtedy dłuższą chwilę koło stacji Orlenu w Sanoku i w domu byłem przez to wcale nie tak wcześnie. Ty, jak rozumiem, też autem jechałeś? Po zimowej wędrówce w ciepłym aucie dopiero musiało spanie dokuczać![]()
Czterech panów B.
Autem, gdyż pierwotny plan zakładał pętlę i mnożąc czas przejścia razy dwa wyszło, że będę w Wołosatym już sporo po zmroku i po odjeździe autobusu. Spanie troszkę dokuczało ale troszkę mi przeszło jak dostałem zastrzyk adrenaliny zjeżdżając z Przełęczy Wyżnej pod kątem 45 stopni do osi jezdni :) Było wcześnie więc postanowiłem wracać przez przełęcze i Cisną. Po drodze wstąpiłem do Siekierki na kawę i jakoś się dotelepałem do Rzeszowa koło 15.30. Co ciekawe dla mnie (gdyż nigdy wcześniej nie mierzyłem odległości), przez Cisną jest tylko cztery kilometry dłuższa trasa niż przez UD jadąc głównymi drogami (przez Sanok i Lesko).
"Rozum mówi nie raz: nie idź, a coś ciągnie nieprzeparcie i tylko słaby nie ulega; każdy z nas ma chwile lekkomyślności, którym zawdzięcza najpiękniejsze przeżycia." W. Krygowski
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)