No chyba że tak
Wracamy do mojej ekspedycji
Cichutko parłem do góry, aż tu nagle, zza drzewa ukazał mi się duch
natarnice3.jpg
Jak widać był przyjaźnie nastawiony, ale następny stwór jakby mniej
natarnice4.jpg
Niedaleko przechadzał się jakiś muminkopodobny osobnik
natarnice5.jpg
Czarno-białą scenerię zakłócił mi pod parkową wiatą
natarnice6.jpg
kolorowy element
natarnice7.jpg natarnice8.jpg
Tenże element miał pierońskie adhd i ciągle podfruwał to na gałąź, to na stół, to na podłogę, to na ścieżkę i ciężko było go capnąć zoomem ale jak się zamyślił na sekundę to udało się go uwiecznić.
Od wyjścia z Wołosatego aż do górnej granicy lasu nie było widać ani słychać nikogo przede mną czy za mną. Po świeżych tropach poznałem, że wcześniej musiały iść dwie osoby lecz okazało się, że nie potrafię zliczyć do trzech, gdyż na linii lasu spotkałem jednego zeszronionego turystę, który już schodził w dół i podczas krótkiej pogaduszki poinformował mnie, że na szczycie jest jeszcze dwóch i piździ!
Myknąłem nad ledwie widocznymi w śniegu cielętnikami
natarnice9.jpg
i mijając wyłaniające się z gęstego mleka fantazyjne kształty
natarnice10.jpg
dotarłem wkrótce do szlakowskazu na przełęczy
natarnice12.jpg
i po kilku chwilach stanąłem przed czymś, co średnio przypominało krzyż
natarnice13.jpg
i gdyby nie rozbrzmiewające fanfary
nie uwierzyłbym, że zdobyłem szczyt!
Niestety widoczność na połoninie sięgała kilku metrów a wiatr wiał dość mocno więc zrezygnowałem z robienia pętli przez Halicz i uskrzydlony sukcesem, zleciałem do Wołosatego w 30 minut, mijając po drodze sporo wdrapujących się ku górze turystów. Kilka minut po jedenastej siedziałem już w samochodzie i ruszyłem w drogę powrotną do Rzeszowa.



Odpowiedz z cytatem