Długi pewnie już nie jeden mech w życiu wylegiwał więc jak pisze, że strach to chyba wie co piszeW Bieszczadach to często jest bajkowo, czasem bajecznie ale bywa i strasznie. A jakie było zakończenie tym razem, zdradzę najwcześniej w przyszłym tygodniu, gdyż dziś i jutro proza życia a w niedzielę poezja gór - muszę wyskoczyć w teren i sprawdzić czy za dużo się przez tydzień nie pozmieniało w Bieszczadach :)
A teraz wróćmy do zdołowanego "bohatera" tej bajki.
Różne szkoły przetrwania opisują rozmaite sposoby na poradzenie sobie w chwilach załamania psychicznego w terenie ale jedną z metod preferowanych przez wszystkie, jest w sytuacji zagubienia i rezygnacji chwila odpoczynku połączona z małą przegryzką i kilkoma łykami napoju. A ja jeszcze bez śniadania! Z plecaka wyjąłem chleb, nóż i pasztetową, do kubka nalałem herbaty i po chwili, zapijając ostatnie kęsy pożywienia gorącym napojem patrzyłem przez szyby samochodu już nie z lękiem, który mi wcześniej towarzyszył a wręcz zadziornie, kombinując jak tu ulewę przechytrzyć!
Chyba wszystkim wędrowcom znany jest sposób zaklinania deszczu polegający na nałożeniu na warstwy odzieży przemakalnej kolejnej warstwy nieprzemakalnej czyli ubranie się w ciuchy przeciwdeszczowe. Sprawdzalność tej metody jest dość wysoka, bo sięga 50%, gdyż jak już naciągniemy te dodatkowe portki, zasznurujemy z powrotem buty, uporamy się z zamkami w stuptutach, wbijemy się w kurtkę i zaciągniemy kaptur to albo przestaje padać albo nie. Jak przestanie padać to się wtedy mówi jaka to dobra i sprawdzona metoda a jak nie przestanie to się nic nie mówi, bo i po co strzępić język po próżnicy, skoro każdy ma kaptur na głowie i niewiele więcej słychać od szeleszczenia materiału i bębnienia kropel deszczu. Ubrałem więc się w ten strój zaklinacza deszczu, na plecak założyłem pokrowiec i wyskoczyłem z suchego wnętrza auta w rozmokłą przestrzeń dookolną.
No i wyobraźcie sobie, że podziałało! Znacznie zelżało i już nie tyle lało, co normalnie, po bieszczadzku siąpiło.



W Bieszczadach to często jest bajkowo, czasem bajecznie ale bywa i strasznie. A jakie było zakończenie tym razem, zdradzę najwcześniej w przyszłym tygodniu, gdyż dziś i jutro proza życia a w niedzielę poezja gór - muszę wyskoczyć w teren i sprawdzić czy za dużo się przez tydzień nie pozmieniało w Bieszczadach :)
Odpowiedz z cytatem