Po opuszczeniu drogi i wkroczeniu w gęstwinę leśną deszcz był prawie nieodczuwalny, mimo iż drzewa zrzuciły już liście. To, że zrzuciły nie miało w tej chwili znaczenia, gdyż wspinałem się zboczem porośniętym jodłami
Najpierw omszałym stokiem stromo do góry
mchy1.jpg
później granią wśród bujnych mchów
mchy2.jpg
a następnie przez opatulone mchem kamulce
mchy3.jpg
dotarłem do lasu liściastego. Tam wspinając się coraz wyżej i wyżej, natknąłem się na rozwłóczone po stoku resztki po uczcie
mchy4.jpg mchy5.jpg mchy6.jpg
Ofiara jak widać skończyła marnie choć miała znacznie większe szczęki od Bazyla, który szurał butami wśród liści jak ofiara, więc nie dziwi, że zdradził tym nieostrożnym postępowaniem swoja pozycję i wywabił z leśnych ostępów bestię:
mchy7.jpg


Odpowiedz z cytatem