Po drodze na przełęcz mijamy Lutka, który grzebie coś pod maską Gaza. Parkujemy na przełęczy i widzimy, że Lucjan jednak jedzie.
Tak trochę żeby się przypomnieć ale bardziej z powodów ogólno-komercyjnych, drę się do niego, żeby zaczekał. Dajemy mu(bo mieliśmy dzwigać) karton bardzo pięknych jabłek, jesteśmy mocni w tej branży. Lutek wiezie zaopatrzenie na górę, jabłka ledwie upchnął. Ja do niego ble, ble, ble a on drapie się po głowie, bo mnie raczej nie pamięta i pewnie mu pilno.
On sporo ostatnio przeszedł, zdrowia i jeszcze raz zdrowia.
Na szczęście kasy biletowe pozamykane i prawie się udało wejść za darmo.
Chytry strażnik zakamuflował się, że prawie go nie widać:IMG_20161021_152945.jpg jest dosyć natarczywy i rad nie rad, zapłacić trzeba IMG_20161021_153049.jpg
Pada raz mocniej a raz słabiej, na górze mocniej. Po twarzach widać, ze niektórym nawet się podoba. Jedna z wyjątkowych koleżanek, można rzec -rodzynek, pyta w którą stronę do Iwano-Frankowska, aaa...to za tymi ładnymi górami, może lekko w lewo.
Widoki jednak jakieś są, no i Tarnicę widać w tle: IMG_20161021_160337.jpg IMG_20161021_160328.jpg IMG_20161021_164002.jpg
Można rzec, że PLAN tego dnia był poturbowany, to jednak istniał.
Czyżby poważniejsze kłopoty miały się zacząć na wieczorku integracyjnym?! Czy można było przewidzieć, o jeden za wiele, grzybek w barszczu?!... barszczu ratującym życie?!!! cdn...


, drę się do niego, żeby zaczekał. Dajemy mu(bo mieliśmy dzwigać) karton bardzo pięknych jabłek, jesteśmy mocni w tej branży. Lutek wiezie zaopatrzenie na górę, jabłka ledwie upchnął. Ja do niego ble, ble, ble a on drapie się po głowie, bo mnie raczej nie pamięta i pewnie mu pilno.
Odpowiedz z cytatem