W drodze powrotnej z połoniny towarzyszył nam deszcz. Naiwnie myślałem, że lepiej niech wypada się teraz, jak miałoby padać jutro, jutro sobota.
Sobota to najważniejszy dzień wycieczki. Plan zakładał Poranny wyjazd do Mucznego, po drodze zagroda żubrów a następnie ambitna wspinaczka na Bukowe Berdo i Tarnicę.
Jak na krótki jesienny dzień, to wcale nie mało, zważywszy na zakładany bojkot schodów i powrót do Ustrzyk przez Szeroki Wierch.
Jesteśmy już na kwaterze - pada mocniej, mam coraz więcej wątpliwości odnośnie jutrzejszego dnia.
Dobrze, że trochę na wyrost, zaplanowałem też kino Końkret. Zapakuję wycieczkę do kina i dobra, pojedziemy po całym repertuarze.

Nasz gospodarz - Jacek, przygotował nam na kolację nie tylko szwedzki stół, to jeszcze dodatkowo pyszności z grila. Pichcenie odbywało się na zadaszonym tarasie a konsumpcja i hulanki w sali restauracyjnej.
Mieliśmy wpływ na wybór muzyki, z tym że moja opcja przegrała z kredensem. Dominowały przeboje lansowane przez naszą piłkarską reprezentację. To właśnie była ta profanacja, którą przewidział kolega rezygnujący z wyjazdu.
Integracja trwała do póżnej nocy i na tyle spontanicznie, że zapomnieliśmy o aparatach. Jest nadzieja, że nadrobimy to jutro...cdn...