Taka myśl przez chwilkę zagościła w mojej głowieale, że jęzor leżał już prawie na kontuarze, to wziąłem dwie butelkowe.
Sączymy piwko, plecaki obok ociekają i jakoś czujemy się tu nie miejscu. Towarzystwo jakieś takie wymuskane, jakby dopiero co z kościoła wyszli a my potargani wiatrem, wychłostani deszczem, takie trochę dzikusy leśne, więc poszliśmy dalej „w miasto” poszukać sympatyczniejszego:
sieidzie23.jpg
Tam zamówiłem właśnie tą babę pieczoną czyli placki ziemniaczano-kaszkowe z gulaszem. W rzeszowskim bardziej lubimy żywe babywięc tego dania jeszcze nie znałem. Niestety nie pamiętam pod jaka nazwą widniały w menu ale polecam – bardzo smaczne i sycące. Do tego jedno piwko i drugie piwko i trzeba lecieć na przystanek na ostatni autobus jadący w kierunku Kalnicy, gdzie zamierzaliśmy nocować.
Na nocleg chcieliśmy zatrzymać się w gospodarstwie agroturystycznym „U Oli”. Nigdy wcześniej tam nie byliśmy więc nie bardzo byliśmy zorientowani gdzie to jest. Mi coś się kojarzyło, że jak wcześniej oglądałem jakąś stronę z noclegami to google maps wyświetlało miniaturkę mapki i punkt wskazujący miejsce był gdzieś za bajorami po zewnętrznej stronie łuku drogi, czyli trzeba było iść najpierw w stronę sklepu i w lewo gdzieś tam do góry.
Autobus wypluł nas w bieszczadzką ciemność kilka minut po osiemnastej i w lekkiej zadymce śnieżnej ruszyliśmy na poszukiwanie naszej przystani. Aha, w autobusie byliśmy jedynymi pasażerami więc apeluję w tym miejscu – jeździjcie autobusami bo mi wszystkie polikwidują!!!



Odpowiedz z cytatem