Dzięki Asiu. W ostatni weekend tego rarytasu już nie było, aż trudno było uwierzyć, że dwa tygodnie wcześniej brnęliśmy w nim po kolana :)
Ponieważ po ostatnich opadach śniegu nikt przed nami nie szedł i troszkę się mozoliliśmy, postanowiliśmy więc, że nie będziemy szli grzbietem tylko go przeskoczymy i boczną stokówką
sieidzie44.jpg sieidzie43.jpg
koło nieistniejącej już Gwidonówki (foto z 2009r.)
sieidzie47.jpg
zejdziemy do głównej, która powinna być odśnieżona. Tak też było i przed drugą wyskoczyliśmy na drogę filmowców
sieidzie45.jpg
Ja już od dwóch godzin fantazjowałem co by tu zjeść w Lutowiskach. Różne menu przewinęło mi się w myślach i nie mogłem się zdecydować czy wolę coś wymyślnego czy pierogi, a może po prostu kotleta z kapustą? Żurek z jajkiem i kiełbasą czy barszcz czerwony z krokietem? Generalnie byłem już na niezłym ssaniu i myśl o pysznym obiadku jedzonym w ciepłym miejscu popędzała nogi do bardziej energicznego marszu.
W końcu lądujemy w Lutowiskach
sieidzie46.jpg
i już rozsiadamy się wygodnie i jemy obiad. Rozsiadamy się na plecakach przed spożywczym a na obiad są buły z sałatką śledziową. Okazało się, że wszystkie knajpy zamknięte bo to po sezonie. Mogliśmy przyjść wczoraj to jeszcze byśmy się załapali ale, że nie przyszliśmy to buły na schodach. Troszkę wieje, my stygniemy po dość intensywnym ,całodziennym marszu i po zaspokojeniu pierwszego głodu szukamy miejsca gdzie można by się schować na pół godziny w oczekiwaniu na autobus. Znaleźliśmy w tej turystycznej miejscowości turystyczną informację i okazało się, że można tam przycupnąć przy stoliku i nawet jakby ktoś chciał to można posurfować w necie. Z surfowania nie skorzystaliśmy ale z łazienki i owszem, gdyż przed sklepem troszkę krępowaliśmy się przebierać spodnie i koszulki. Odsapnęliśmy trochę, ogrzaliśmy się i już w suchej odzieży popędziliśmy na przystanek, z którego Veolią dotarliśmy do Rzeszowa.




Odpowiedz z cytatem
Zakładki