Henek!
Pomimo tego ,że jestem bezrobotny, cvzasu u mnie jak na lekarstwo...
Trzynastego.
Z rana śniadanko i w drogę. Trochę pada i jest zimno. Nic to, jutro ma być słonecznie i ciepło. Około godziny 8:00 jesteśmy na granicy w Krościenku. Dajemy paszporty naszemu Strażnikowi. On je zabiera i odchodzi. Myślałem, że dobry obyczaj nakazuje oddać, to co się zabrało. Niestety nie.. Strażnik po przejrzeniu paszportów odłożył nasze dokumenty na parapet okienka. My czekamy i czekamy. Za nami kolejka się wydłuża. W końcu zniecierpliwiony idę do pogranicznika, a on jak gdyby nic pokazuje nasze dokumenty i mówi, że już dawno powinniśmy je zabrać. Ukraińcy bez robienia ceregieli nas przepuścili. Jesteśmy poza Unią. Wypatrujemy drzewa po prawej stronie. Po 3-4 km jest drzewo, a pod nim kobiecina sprzedaje miód. Pytamy się czy możemy wymienić złotówki na hrywnie. Kobiecina odpowiada, ze nie ma problema. Ile? Wymieniamy ile uważamy. Kurs 1hrywnia – 15 groszy. Lepszy niż w Polsce. Darek liczy, czy, kasjerka” dobrze wydała. Ja stwierdziłem, że nie może sobie ona pozwolić na przekręt, bo długo by nie utrzymała stanowiska pracy pod drzewem. Jedziemy do Chyrowa. Chcemy wpaść na konwikt. Niestety zapomniałem drogę i przejechałem całe miasto. W duchu chwaliłem sobie dobre informacje jakie miałem od trzykrotnego Forumowicza roku na temat ukraińskich dróg, że są lepsze. Pamiętam przecież olbrzymie wyrwy w jezdni w centrum Chyrowa. Teraz dało się przejechać bez problemów. Zawróciłem i znalazłem właściwa drogę. Podjechałem jednak z innej strony niż ostatnio. Zatrzymałem się niedaleko poczty. Przed wejściem na teren kowiktu brama z jakąś portiernią-wartownią. Wchodzę do środka i grzecznie się pytam, czy możemy wejść na teren. Jakiś jegomość odparł, że nie ma problema ale mamy poczekać na przewodnika, czy ochroniarza. Trwało dosyć długo zanim przyszedł - znaczy się możemy wejść na teren. Są tam stare budynki Zakładu Naukowo-Wychowawczego Ojców Jezuitów, jak i nowe wybudowane przez nowych właścicieli obiektu. Jak się4 okazuje jest to teraz jakieś sanatorium, czy coś podobnego. Niestety nie widzimy kuracjuszy. Obiekt jest w nieustającym remoncie, a nasz przewodnik/ochroniarz nie pozwala nam wchodzić do budynków. W pewnym momencie widzimy z daleka dziwnie ubranego człowieka. Darek stwierdza, ze to kucharz. Idzie on w naszą stronę więc szybko się zorientowaliśmy, że to ksiądz wyznania greckokatolickiego. Tak na marginesie – kiedyś rozmawiałem takim księdzem i dowiedziałem się od niego, że nazwanie go popem to tak jakby nazwać księdza wyznania rzymskokatolickiego klechą. Konwikt sprawił na Sas ponure wrażenie. Wyszliśmy z jego terenu i pojechaliśmy dalej…
CDN (nie wiadomo kiedy)


Odpowiedz z cytatem