Drogowskaz pokazywał, że droga prowadzi do Truskawca. No i zaczęło się…Droga przez mękę. Pada, a czasami leje. Asfalt jest, ale tylko gdzieniegdzie. Dziury w drodze duże. Nie zraziłem się. Zaraz za przejazdem kolejowym zabieram autostopowicza. Jakiś nastolatek chyba ze szkoły wracał. Próbowałem zagadać ale rozmowa się nie kleiła. Zapytałem, czy Isaje daleko są. Odpowiedział, że niedaleko. Może i niedaleko, ale jak się jedzie na pierwszym biegu, to droga się wlecze. Może ktoś zapytać dlaczego na pierwszym biegu? Bo kurczę (chciałem napisać inaczej) na drugim nie dało się jechać. Dziury w drodze sakramenckie. Nie powiem dwa razy udało mi się wrzucić dwójkę ale szybko byłem sprowadzony na ziemię (czytaj dziury). Darek stwierdził, że on swoim autem nigdy by się taką droga nie wybrał. Cóż jestem bardziej odważny. Kilka miejscowych aut mnie wyprzedziła. Przypomniałem sobie wtedy, że kiedyś znałem wszystkie dziury na drodze z Terki do Dołżycy i tez wyprzedzałem J. W końcu udało nam się dojechać do celu. Autostopowicz wysiadł bez pożegnania. Stara i nowa cerkiew stały obok siebie tak jak kilka lat temu. Niedaleko zebrało się kilka osób, które z utęsknieniem spoglądało na drogę i na nową cerkiew. Pomyślałem, że dobrze się składa. Będą sprzątać świątynię a my ją sobie zobaczymy. Najpierw swoje kroki skierowałem nie do cerkwi tylko do miejscowego sklepu. W środku ciemno, oszczędza się światło. Na ladzie leży liczydło. Zaopatrzenie beznadziejne. Nagle mój wzrok padł na ekspres do kawy. Zapytałem się czy mogę się napić kawy? Okazało się, że mogę. Nabyłem drogą kupna kawę i jakiegoś batona Zapłaciłem tyle, co nic. Kawa była świetna. W międzyczasie do sklepu przyszło towarzystwo oczekujące na otwarcie cerkwi. Po wypiciu kawy wyszedłem na zewnątrz. Moi kompani nie odważyli się na wypicie kawy. Niech żałują, bo mają czego. Obeszliśmy starą i nową cerkiew. Porobiliśmy fotki. Byłem zdziwiony, ze ani Darek, ani Marzena nie zauważyli grobu znajdującego się tuż przy cerkwi, w zasadzie pod jej dachem. Musiałem im go pokazać. Być może jest to grób Parocha, który wybudował tą cerkiew.
http://www.wiadomosci24.pl/artykul/u...ej_231584.html
„Serwis zik.ua bije na alarm. W katastrofalnym stanie znalazła się licząca przeszło 350 lat cerkiew Bojków we wsi Isaje w powiecie turzańskim (obwód lwowski). Na skutek nieszczelnego dachu uszkodzony został ołtarz oraz ścienne malowidła pochodzące z II połowy XVII w. Zatrwożeni mieszkańcy wsi Isaje próbowali interweniować, ale we Lwowie dowiedzieli się, że nie ma środków na konserwację zabytków. Bojkowska, drewniana cerkiew pod wezwaniem św. Archanioła Michała pewnie wkrótce zniknie z powierzchni ziemi... Aż serce się kroi, że w tak irracjonalny sposób potrafią ginąć zabytki kultury europejskiej. Bojkowie bowiem, to grupa etniczna górali mieszanego pochodzenia - rusińskiego i wołoskiego zamieszkująca Karpaty Wschodnie. Etnografowie różne im przypisują pochodzenie. Jedni twierdzą, że są potomkami zeslawizowanych plemion celtyckich, inni uważają, że są to autochtoni, potomkowie pasterzy dacko-trackich, a jeszcze inni przypisują im przynależność do narodu karpatoruskiego, mającego ambicje zostać czwartym narodem wschodniosłowiańskim…..”
Jeszcze stoi. Nie doczekaliśmy się na otwarcie nowej cerkwi i postanowiliśmy wracać. Znowu ta koszmarna droga prawie cała przejechana na pierwszym biegu. Cały czas pada ale po lewej stronie w dole od czasu do czasu połyskuje Stryj. Kiedy dojechaliśmy do asfaltu okazało się, że jesteśmy mocno głodni. Skierowałem auto z powrotem do Rozłucza (Rozłuczy – wie ktoś jak się odmienia ta nazwę?) na obiad. Wybraliśmy Hotel Sobin. Jedzenie przednie i duże porcje. Miejscówka godna polecenia. http://hotelsobin.com/menu.php?lng=pl
CDN (nie wiadomo kiedy)


Odpowiedz z cytatem