Może moderatorzy poprzedniego posta nie uznają go za nachalną reklamę. Foty wstawiłem cobyście wiedzieli jak tam jest.
Wychodzimy z pensjonatu. Przypominam widoczność doskonała, Pikuj jak na dłoni. Darek mówi , że musimy czeriez rieczku i na prawo. Przechodzimy przez jeden potok ale darek nie wie, czy to już ta rieczka. Prowadzi nas dalej. Z następnymi potokami jest podobnie. W lesie ścieżek jest pełno. Po dwóch godzinach marszu jesteśmy pewni, że idziemy w złym kierunku. Humory jednak nas nie opuszczają. Jest ładna pogoda, jest ciepło i łazimy po górach po lesie. Czego nam więcej trzeba? Jak już się zorientowaliśmy, ze idziemy w złym kierunku, to poszliśmy „na azymut” ścieżką wydeptaną przez zwierzęta. Zaczęło się chaszczowanie. Byłem w cudownym nastroju. Dziewczyny nie były takie zadowolone. Marzena zaczęła wypominać darkowi, że jak nie zna języka, to niech nie pyta o drogę. Dawno minęło południe. Nagle wychodzimy na piękną polankę z której widać Pikuj. Jest mniej więcej w takiej odległości, jak widzieliśmy go z bramy Bojkowskiej Chaty. Na polanie leżała sobie zwalona kłoda. W sam raz, żeby na niej usiąść i zrobić bojową naradę. Stwierdzamy, że damy radę wejść za jasnego ale będziemy schodzić już po ciemku. Dziewczyny nie zgadzają się na taką możliwość. Nie będą łazić po ciemku po lesie w obcym kraju i tyle. Jutro mamy wracać do Polski. Trudno. Wypijamy po browarku (mieliśmy zrobić to na szczycie) i wracamy na dół. Nie możemy się sobie nadziwić ale wracamy naprawdę w dobrych humorach.


Odpowiedz z cytatem