Po wyjściu z cmentarza udaliśmy się na miejsce spotkań towarzyskich, czyli do sklepu. Po drodze zaczepiła nas starsza Pani, bo chciała porozmawiać po polsku. Opowiedziała nam, że ma siostrę pod Opolem i kilka razy u niej była. Podobało się jej w Polsce. Starsza Pani mieszka w jednej z gorszych chałup we wiosce. Do dziś nie mogę sobie darować, że nie poprosiłem jej, żeby nas wpuściła do domu. Cóż stało się. W końcu dotarliśmy do sklepu. Zaopatrzenie nieciekawe. Chleba nie widziałem. Może mieszkańcy wioski pieką sobie sami? Mięsa i kiełbasy tez nie było. Było za to kilka gatunków piwa, woda, Coca Cola, cukierki Pszczółki i spora ilość mocnego alkoholu. Ciekawostka: Darek kupił sobie laczki, czym, nas wszystkich zadziwił. Ciekawostka druga Sklepowa leje spod lady. Znaczy się pod ladą ma plastikowy 5 litrowy pojemnik od wody mineralnej wypełniony bezbarwną cieczą. Ciecz ową rozlewała mężczyznom do szklaneczek. Ci wypijali ją i lekko się otrząsali. Zastanawiałem się, czy też nie spróbować tego nektaru, ale w całym sklepie nie widziałem kranu. Obawiałem się, że mycie szklaneczek odbywa się bardzo symbolicznie. Dopiero w Polsce syn mnie zawstydził. „Tata woda mineralna była? – Była. To trzeba było kupić wodę, wylać ją, a do pustej butelki nalać owego nektaru”. Cóż starzeję się i już się z tym pogodziłem. Nie zawsze pomyślę… Nabyliśmy sobie po piwku Colę pszczółki z zapłaciłem równowartość 6 PLN. Z ławki przed sklepem, na której siedzieliśmy obserwowaliśmy leniwe życie wioski. Poczuliśmy się jak „ławkowi cze” z Wilkowyj. Nadeszła pora powrotu do Iwana. Czeka nas jeszcze nie lada atrakcja. Iwan zamówił u ludwisarzy wielką kadź. Kadź tak na oko o średnicy 200 cm i głębokości około 60-70 cm. Kadź tą osadził na kamiennym murze. A pod nią umieścił palenisko. Kadź ta była równo z podłogą budynku, w którym się znajdowała. Obok w tym samym budynku był kamienny zbiornik z zimną wodą. Pod kadzią rozpalał ogień i kiedy woda nagrzała się do około 40-42 stopni, to można się w niej wylegiwać. Jak już zrobi się w kadzi zbyt gorąco, to można wskoczyć do zbiornika z zimną wodą. Kiedy przyszliśmy na kwaterę, to Iwan powiedział, że kadź będzie dla nas o później, bo teraz inni turyści z Ukrainy z niej korzystają. Zasiałem u dziewczyn, zwłaszcza u Marzeny ziarnko niepokoju. „Wiecie, ale na nie widziałem rano odpływu wody w kadzi. Będziemy korzystać po kimś, a może nawet nigdy nie była ona opróżniana?” Darek podchwycił, że wszystko jest możliwe. Żona Iwana przygotowała obiad kolację. Znowu przedziwna składanka dań. Barszcz, jakieś placki, jakieś mięsko, słodki deser. Objedzeni poszliśmy chwilę do pokojów. Rozpaliłem w piecu, Iwan przyniósł drewno i przypomniał mi, żebym zamknął szyber. Był lekko zdziwiony, że wiedziałem, co to jest i do czego szyber służy. Jak kadź się zwolniła poszedłem zobaczyć, co Iwan tam wyprawia. On wodę spuścił szlauchem od góry kadzi. Wymył ją, nalał wody wrzucił kamienie na dno i rozpalił ogień.. Kiedy woda się nagrzała o a nasza flaszka została opróżniona poszliśmy z niej skorzystać. Powiem Wam, że w sauence źle się czuję, a tam było super. Nikt z towarzystwa nie chciał wskoczyć do9 zimnej wody, więc ja musiałem dać przykład. Z tym wskoczeniem, to przesadziłem, ale dostojnie zszedłem do wody po drabince. Po moim pokazie tylko Renatka zrezygnowała z zimnej wody. Spędziliśmy tam sporo czasu nieźle się bawiąc. Po wyjściu z „łaźni” dokończyliśmy flaszkę. Zachciało się nam herbaty. Stołówka zamknięta, a w pokojach brak czajników. Obudziłem Iwana. Stwierdził, że nie ma problema i za chwilę jego żona przyniosła czajnik. Wypiliśmy herbatkę popatrzyliśmy w piękne ukraińskie niebo i poszliśmy spać. Jutro przecież wracamy do Polski….
CDN (nie wiadomo, kiedy)


Odpowiedz z cytatem