Troszkę się w Mrzygłodzie zasiedziałem, ale jak się nie zasiedzieć, skoro "średniowieczny" dystrybutor trzeba pooglądać,



z królem Władysławem pogadać,



sklepik po raz ostatni być może odwiedzić



i po starym, galicyjskim bruku połazić!



I już wiem, że do Mrzygłodu muszę wrócić. Zaczekać na ryneczku z królem Władysławem na PKS (tak jak Wergiliusz Gryń czekał tu na swoją filmową żonę w "Haśle" według prozy Janickiego), odwiedzić kościół fundowany przez króla Władysława właśnie (po wiktorii grunwaldzkiej), zobaczyć drewnianą synagogę i zabytkowy lamus. Niby tylko ryneczek i kilka chałup a tyle ciekawych rzeczy do zobaczenia

Martwi tylko trochę, że król jakiś teraz taki nowoczesny i elegancki, nie taki prosty i zwykły jak niegdyś, a na dodatek wyżej niż kiedyś stoi i płoteczkiem się odgrodził. Martwi, że mały sklepik w likwidacji bo nie wytrzymał konkurencji z jakąś "Fasolką" czy innym płazem.

Tym bardziej więc trzeba w Mrzygłodzie na ryneczku posiedzieć, choćby i dwa dni