Zejście ze szczytu było zadziwiająco wygodne, żadnych krzaczorów, jak po sznurku. Co prawda droga na skróty, wprost do Witryłowa, kusiła...
ale jak tu ominąć Łodzinę? Nie dałem się i ruszyłem przez całą wieś do pięknej, drewnianej cerkwi.
A potem jeszcze ze dwa jary, kwitnące pole
i już był Witryłów i długo wyglądana kładka na Sanie.
Do auta nie było już daleko, może ze 2 lub 3 km, ale przy kładce usiadłem, patrzyłem na San i układałem w głowie plan następnej wycieczki. A potem przez Dzikie Pola dotarłem do auta i choć do cerkwi w Uluczu miałem może z 500m to nie dałem rady się zmobilizować. Do Ulucza przyjadę specjalnie następnym razem![]()







Odpowiedz z cytatem