Wszelkie magiczne ingerencje czynię z największą ostrożnością, nie sądzę, aby stała się komuś od tego krzywda
Jako się rzekło wędrowałem sobie asfaltem aż do pierwszej przeszkody. Do Sanu mianowicie. I choć łódka między Witryłowem a Uluczem już od lat nie pływa to na szczęście w zamian postawiono najpierw pierwszą a potem na jej miejscu i drugą kładkę:
A za kładką już niedaleko było do pierwszej tego dnia cerkwi, w Witryłowie właśnie. Niestety trafiłem tam o tyle nieszczęśliwie, że ludzie właśnie zbierali się na nabożeństwo i z żadnej strony nie miałem możliwości zrobić zdjęcia tak, aby się komuś nie narzucać z aparatem. Wspomogę się więc starszym zdjęciem:
Rzuciłem jeszcze okiem do środka przez otwarte drzwi a potem, wprost ze ścieżki do cerkwi, dałem nura w krzaki. Ciekawe co sobie pomyśleli idący na mszęPrzez chwilę przedzierałem się przez dość gęste zarośla, potem znalazłem ślad starej drogi
i szło mi się już wygodniej. A jak wyszedłem ponad zagajnik to było już... no cóż... fantastycznie
A wraz ze zdobywaniem wysokości było jeszcze lepiej!
W końcu zdobyłem pierwszy ze szczytów wymaganych do odznaki Śnieżnej Panteryi mogłem zamiast Witryłowa pooglądać sobie Końskie. Z cerkwią ma się rozumieć, do której ze względu na napięty plan nie mogłem jednak zejść
Gdyby powiększyć fragment powyższego zdjęcia to kopuła cerkwi będzie wyraźnie widoczna:
![]()









Odpowiedz z cytatem