Cerkiew w Końskim pooglądałem wyłącznie z daleka po czym udałem się w łąki



i pagóry.



Czasem przeskakiwałem jakieś zagajniki



i potoki, raz nawet położyłem się na ziemi i to nie dlatego, żem się tak zmęczył - to tylko nogi postanowiły na śliskim zboczu iść troszkę szybciej od całej mojej reszty I jak już sobie po tych pagórach połaziłem dość to jeszcze przed przerwą zaglądnąłem na stary cmentarz



i odwiedziłem jedną smutną cerkiew.



W Mrzygłodzie ma się rozumieć.