Prawie dokładnie miesiąc po pierwszej wycieczce pojawiła się okazja na następną, w sobotę rano podjechałem na planowany koniec trasy. Instrumenty pokładowe mojego prywatnego promu alarmowały by pomysł pieszej wycieczki raz jeszcze przemyśleć
ale nie posłuchałem tego głosu rozsądku i poszedłem na pobliski przystanek PKS. Autobus przyjechał z kilkuminutowym opóźnieniem a ja mogłem w nim jeszcze przez kilkadziesiąt minut nałapać ciepła - musiało mi wystarczyć na cały dzień!



Odpowiedz z cytatem