W lesie na szczęście nic się nie działo. Było spokojnie i cicho, nawet drwale składali metrówki delikatnie jakby bali się tę ciszę zakłócić. Zimowe słońce świeciło nisko,



chwilami otwierały się dalsze widoki,



czasem trafiłem na jakiś przysypany śniegiem krzyż,



czasem musiałem przedzierać się przez gęstwinę.



I tak sobie szedłem tym lasem porastającym zapomniane przez turystów Pasmo Grabówki, które towarzyszy jadącym na Sanok gdzieś w oddali, po wschodniej stronie drogi. Można by się było w tym zapomnieć i iść aż do samej Jabłonki, ale tym razem nie drewniane kościoły a cerkwie mnie interesowały. Minąłem jeszcze plantację świątecznych choinek



i już trzeba było w dolinę schodzić. Pasmo Grabówki opuściłem niestety odrobinę za wcześnie i najwyższy szczyt jedynie strawersowałem zamiast zdobywać. Na szczęście słońce świeciło pięknie



i opuszczoną cerkiew w Grabówce



znalazłem bez problemów.