Pokaż wyniki od 1 do 10 z 10

Wątek: Zdobywamy PO!

Mieszany widok

  1. #1
    Fotografik Roku 2010
    Fotografik Roku 2009
    Fotografik Roku 2008

    Awatar bartolomeo
    Na forum od
    07.2005
    Postów
    4,316

    Domyślnie Odp: Zdobywamy PO!

    Dziękuję! I czekam na ciąg dalszy
    Czterech panów B.

  2. #2
    Debiutant Roku 2017

    Na forum od
    06.2016
    Postów
    107

    Domyślnie Odp: Zdobywamy PO!

    Wkrótce dochodzimy do kolejnego dzieła fortecznego o czym informuje tablica nr 12. Autor (ten sam co i przy 13-tce) tym razem spisał się nieco lepiej. Nie ma lustrzanego odbicia. Rysunek faktycznie oddaje to co widać w realu. Nie ma też braków w numeracji pomieszczeń, ale opisy w znacznej części dalej są złe!


    Ten bunkier jest słynny z tego, że jakimś cudem uchowała się w nim/na nim pancerna kopuła obserwacyjna. To rzecz raczej powszechnie znana. Nie wiedziałem jednak, że jest ona polskiej produkcji i została zdemontowana z naszych umocnień zdobytych przez Sowietów na Polesiu!


    Przytaczam kilka informacji podanych na tablicy, które są takie same dla obu „otablicowanych” obiektów: Kubatura zużytego do budowy betonu – 500 m3. Wyposażenie w agregat prądotwórczy i własne ujęcie wody oraz w układ filtrowentylacyjny utrzymujący nadciśnienie wewnątrz. Uzbrojenie to działko 45 mm i trzy cekaemy (w tym jeden sprzężony z działkiem).




    Tu dobrze widoczne są wszystkie strzelnice: dwie do strzelania na wprost i dodatkowa, która umożliwia ostrzał boczny dla obrony bliskiej schronu.
    Wykonane przez LWP naprawy - bez odtworzenia ambrazury.





    Pora iść dalej. Maszerujemy wygodnym traktem, łagodnie zdobywając kolejne metry wysokości. Z obu stron ścieżki piękny las.


    Wkrótce, blisko drogi kolejny bunkier. Mniejszy od poprzednika.


    A za kolejne kilkaset metrów jeszcze jeden. Góruje dobre kilkanaście metrów ponad poziomem drogi. To ”krewniak” nr 13 i 12. Po prawej stronie dwóch zniszczonych strzelnic widać zamurowaną (po wojnie) trzecią, tę do bliskiej obrony bunkra.


    Maszerujemy dalej, nieco bardziej zdecydowanie wspinając się coraz wyżej.






    Mijaliśmy już wcześniej pozostałości różnych umocnień polowych, ale tu natrafiamy na największe. Wykop pod kolejny schron…?


    Sporo tu budek lęgowych dla ptactwa. Niektóre z nich mają ciekawą konstrukcję: daszek z deszczułki, trzon z wydrążonego pnia, denko z przyciętej kłody.


    Do tej pory prowadził nas niebieski szlak. Od kilku minut dołączył szlak zielony. Zdecydowanie zmieniamy kierunek marszu na wschodni. Zaczyna się ostre podejście .


    Korzeniowy Dół to nie jest…


    …ale może z czasem?


    Kto chce dojść do rez. Źródła Tanwi powinien tu skręcić w prawo…


    Jest sporo grzybów. To nas zaskakuje, bo pogoda wydaje się temu nie sprzyjać – 7 stopni to nie jest przecież temperatura grzybowa.

    Ten osobnik nie jest jadalny, ale kilka znalezionych maślaczków niesiemy już ze sobą.

    I wreszcie jest – kulminacja Wielkiego Działu. Należycie oznaczona, aby przypadkiem ktoś nie przeszedł tędy od tak. Na wszelki wypadek pokazujemy dokładnie ten punkt.






    Meldujemy komu trzeba: P(unkt) O(poru) Wielki Dział zdobyty, linia Mołotowa przekroczona! Słyszymy odpowiedź: nie tracić tempa, przemieszczać się dalej….póki starczy dnia
    c.d.n.
    Ostatnio edytowane przez Waldemar ; 23-11-2016 o 10:50

  3. #3
    Debiutant Roku 2017

    Na forum od
    06.2016
    Postów
    107

    Domyślnie Odp: Zdobywamy PO!

    Idziemy dalej. W miejscu, gdzie grzbiet zaczyna się zdecydowanie obniżać, skręcamy na południe… dochodzimy do skraju lasu


    To Dahany,


    Zostało jeszcze trochę kolorów jesieni


    Tereny tych dawnych pól i pastwisk już dawno zagarnąłby las, gdyby nie …UE. Aby otrzymać dopłaty, trzeba kosić, zbierać itp… I tak ta najbardziej zachodnia część Dahanów jeszcze istnieje



    Doszliśmy do polnej drogi biegnącej na południe. Widok stąd to naprawdę coś urzekającego! Nawet przy tak nieciekawej pogodzie jak dzisiaj. W NpM-ie ktoś kiedyś napisał, że to najbardziej beskidzki/bieszczadzki widok na Roztoczu. Coś w tym jest… Otwierająca się przestrzeń, „grzbiet” Gorajów, dolina Raty, dalekie wzniesienia za Werchratą…Nie widać żadnej cywilizacji, spokój i cisza… Warto tu być…

    Tam gdzieś są Goraje


    Dolina Raty


    Na wschodzie, nad Werchratą, niebo jest już bez chmur


    Przy słynnym korycie robimy sobie małą przekąskę. Odnajduje nas miły, młody wędrowiec. Wczoraj powiedziano mu, że z Dachanów widać Werchratą. Postanowił to sprawdzić. Razem wypatrujemy dachów jakichś domostw lub wieży kościoła. Nic z tego – oprócz kilku sporych łat śniegu daleko stąd - cywilizacji nie widać.


    Obok nas rozsiadła się spora gromadka grzybów.


    Wracamy pod Wielki Dział i wkrótce znów jesteśmy na zielonym szlaku. Nie jesteśmy sami w lesie. Sporo saren...słychać kruki i dzięcioły Kręcą się też poszukiwacze skarbów (z wykrywaczami) i grzybiarze


    Ten nie jest na pewno jadalny, ale jaki piękny!


    Jesteśmy już za drogą biegnącą z Werchraty do Woli Wielkiej. Przekraczamy wzorowo wykonaną przecinkę w lesie. Na moment przeleciały skojarzenia z granicą polsko-białoruską. Tylko sisitiemy brak


    A kuku! Widzisz mnie?


    A teraz?

    To siódmy maślaczek, który udało nam się znależć

    Zmienia się las przez który przechodzimy. Praktycznie same buki…


    …które porastają coraz bardziej urozmaicony teren




    Tutaj kamuflaż sie nie udał. Ci przedstawiciele mykoflory najwyraźniej postawili na inną porę roku! Ale się przeliczyli – tutaj śniegu nie ma...


    Udało nam się odnaleźć to miejsce. Bunkier Stiaha. Ktoś na forum niedawno pytał o pomniki UPA w Polsce i ich stan zachowania. Płyty nie ma, tryzub skuty, krzyż też wydaje się nadgryziony… Tak jest co najmniej od roku, bo słyszeliśmy o taki stanie podczas naszego pobytu pod Wielkim Działem rok temu.


    Przez pewien czas maszerujemy wzdłuż rowu przeciwczołgowego




    Żegnamy szlak zielony, dalej ponownie szlak niebieski


    Przemieszczaliśmy do tej pory drogami polnymi, drogami i duktami leśnymi, gdzie fajnie maszerowało się po leżących liściach, a teraz też idziemy drogą leśną, ale z nawierzchnią twardą, nawet bardzo. Po prostu asfalt. Oczywiście jak by chcieć tu wjechać to nie można, bo szlaban, kary itp. Tak maszerujemy dobry kawałek aż pod sam Długi Goraj, który widać „z profilu” za lasem.


    c.d.n
    Ostatnio edytowane przez Waldemar ; 24-11-2016 o 11:42

Informacje o wątku

Użytkownicy przeglądający ten wątek

Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)

Podobne wątki

  1. 4 października. Wreszcie zdobywamy najwyższe szczyty
    Przez Stały Bywalec w dziale Relacje z Waszych wypraw w Bieszczady
    Odpowiedzi: 2
    Ostatni post / autor: 15-10-2004, 21:00

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •