W niedzielę opuszczamy Dzembronię na stałe. Ostatni "strzał z biodra" na wnętrza u pani Paraskewy.
Ostatni widok z ganku.
Walizki na plecy, i ruszamy.
Najpierw kawałek drogą w dół, potem w lewo, w górę pod Stepański, do monastyru Poczęcia św. Jana Chrziciela.
Dalej na grzbiet Koszaryszcza. Pod grzbietem potężny wiatr z wciskającym się wszędzie śnieżnym pyłem.
Chatka "U Kuby" miała być otwarta, ...
... ale była zamknięta na cztery spusty.
Schodzimy do Bystreca. Po drodze moment zastanowienia się. Jesteśmy na ostatnim płaskim miejscu. Może tu zabiwakować? A na jutro zamówić busa, który nas tu dowiózł z Jaremczy? Szanse marne - tutaj dziś i jutro Boże Narodzenie, na bocznych drogach śnieg do pół łydki a jutro może być po kolana. Jojo dzwoni. Kierowca nie przyjedzie, ale może znajdzie jakiegoś kolegę, który się odważy i któremu żona pozwoli. Bateria w telefonie się rozładowała. Schodzimy na dół. Na zdjęciu już mostek we wsi.
Od rana nic nie jedliśmy. Przygotowanie posiłku odkładamy do czasu znalezienia jakiegoś miejsca, w którym da się coś ugotować a wiatr nie wyrywa z ręki kanapek.
Takie miejsce znajdujemy w szopie na opał przy szkole w Bystrecu.
Po posiłku nastroje się poprawiły. Przed nami ok. 10 kilometrów. Ruszamy zaśnieżoną drogą w dół, w kierunku Czarnego Czeremoszu. Potem drogą wzdłuż rzeki do Ilczy.


Odpowiedz z cytatem