Pięknie! A ja nie mogłem pojechać... To sobie choć pooglądam![]()
Pięknie! A ja nie mogłem pojechać... To sobie choć pooglądam![]()
Czterech panów B.
"Rozum mówi nie raz: nie idź, a coś ciągnie nieprzeparcie i tylko słaby nie ulega; każdy z nas ma chwile lekkomyślności, którym zawdzięcza najpiękniejsze przeżycia." W. Krygowski
Zgadza się, aparat wtedy mi zamarzł i troszkę wróciłem niepocieszony, że tak mało zdjęć udało się zrobić. Za to ostatnia niedziela wynagrodziła mi to z nawiązką :)
Teraz miało być już lajtowo w dół, w kierunku Wysokiego Wierchu, przecinką którą poprowadzony jest szlak koński. Z tego odcinka biegnącego lasem zdjęć nie mam bo mi mroczki latały przed oczami i serce waliło jak oszalałe z wysiłku. Zaraz za tym parkanem się zaczęło. Śniegu nawiane tyle, że cztery razy na odcinku około pięćdziesięciu metrów zapadłem się po nazwijmy to uda! Jakich ja rozpaczliwych technik próbowałem żeby się odkopać i ruszyć z miejsca to się opisać nie da. Dobrze, że nikt tego nie widział bo wyglądało to na pewno paradnie. W każdym razie po kilku minutach parowałem już jak jakiś rozsierdzony żubr a jak się za siebie obejrzałem to parkan był w odległości rzutu śnieżką. Na tym odcinku pies już nie wyrywał się do przodu i szedł krok w krok za mną, utorowanym w śniegu kanionem. I tu u Bazyla nastąpiła delikatna załamka, że jak tak dalej pójdzie to może i zdążę na pociąg powrotny ale za tydzień! Już walczyłem z myślami czy nie wracać po swoich śladach bo czas się strasznie kurczył ale zacisnąłem zęby i postanowiłem dojść do końca zarośniętego odcinka i jak dalej, na odkrytym terenie będzie taka walka, to zejdę polami do drogi. Jakoś się udało i jak tylko wypadliśmy z lasu
strymne48.jpg
to nastąpił pierwszy i ostatni w tym dniu kilkuminutowy odpoczynek na regenerację sił i uzupełnienie kalorii. Podczas przerwy pstrykałem widoki rozpościerające się przede mną
strymne44.jpg strymne47.jpg
po skosie w tył
strymne46.jpg
i na boki
strymne43.jpgstrymne45.jpg
Okazało się, że tu, na terenie odkrytym jest w końcu właściwy śnieg pod rakiety i po prostu nogi same niosły z prędkością o wiele większą niż dotychczas. Zrezygnowałem więc ze schodzenia najkrótszą trasą do drogi i myknąłem na zarastający powoli Wysoki Wierch
strymne52.jpg
Ostatnio edytowane przez sir Bazyl ; 19-01-2017 o 22:05
"Rozum mówi nie raz: nie idź, a coś ciągnie nieprzeparcie i tylko słaby nie ulega; każdy z nas ma chwile lekkomyślności, którym zawdzięcza najpiękniejsze przeżycia." W. Krygowski
Pięknie ! Pięknie ! Ale Ci Bazyl pogoda się udała cudna !
trzeba się ruszyć w łykend.
Słońce było nieprzewidzianym dodatkiem gdyż prognozy wieszczyły całkowite zachmurzenie i małe opady śniegu. Na szczęście jestem na nie odporny i nie daję się im zniechęcić więc czasem trafi się jakiś bonusik.:)
Wracajmy do wędrówki.
Dzień wcześniej ktoś z buta wdrapywał się na Suliłę i początkowo szedłem korzystając z dziur przez niego wydeptanych. Niestety co pewien czas ślad był całkiem zawiany więc postanowiłem odpalić mój napęd rakietowy. Poza tym nie do końca chciałem iść zgodnie z przebiegiem szlaku lecz bardziej po widokowych łąkach opadających po wschodniej stronie pasa drzew wśród których poprowadzona jest znakowana ścieżka. A tam, na zaśnieżonych połaciach łąk, innych tropów niż zwierzęce już nie było. Za to widoki były przednie tak na jedną stronę
strymne36.jpg strymne37.jpg
jak i na drugą
strymne38.jpg strymne39.jpg
Gdy polany już się skończyły musiałem wejść w sosnowy zagajnik
strymne40.jpg
W tempie trzydzieści kroków do góry – odpoczynek na kilka oddechów , trzydzieści kroków – odpoczynek, dość szybko dotarłem do kulminacyjnego punktu podejścia, z którego już tylko po prostej do właściwego wierzchołka z przekaźnikiem. He, he, tylko po prostej. Dopiero tu zaczęła się właściwa zabawa. Początkowo chciałem myknąć lasem, zgodnie z przebiegiem szlaku ale prędkość zmalała między odpoczynkami do kroków kilku gdyż w rakietach zapadałem się po kolana. Śniegu nieuleżałego mnóstwo, przy takiej głębokości nie dało się go pchać pod skosem w górę by postąpić kolejny krok naprzód, tylko trzeba było prawie w pionie unieść nogę do góry i wtedy dopiero ciach maleńki kroczek do przodu. Oczywiście żadnych śladów tu już nie było więc musiałem sam je wydeptywać choć nie do końca, gdyż dzielne psisko starało się mi pomóc torując przejście co sił w łapach
strymne42.jpg
Obok, kilkanaście metrów od szlaku biegnie leśna droga, którą niejednokrotnie już szedłem więc postanowiłem spróbować czy tam nie będzie odrobinkę lepiej. Po kilku minutach (odległość przy bezśnieżnych warunkach około 20 sekund) przedarłem się na nią. Lepiej nie było a wręcz miałem wrażenie, że jest nieco gorzej. Ale wracać się nie chciało więc kilka kroków i odpoczynek, kilka kroków i odpoczynek, i tak brnę z tą szaloną prędkością by po kilkunastu minutach dotrzeć w końcu pod wieżę
strymne41.jpg
"Rozum mówi nie raz: nie idź, a coś ciągnie nieprzeparcie i tylko słaby nie ulega; każdy z nas ma chwile lekkomyślności, którym zawdzięcza najpiękniejsze przeżycia." W. Krygowski
Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)