Nie będę ukrywał, że zawsze największe wrażenie robi na mnie, gdy z takich odległości da się dostrzec zęby Tatr, dało się.
DSC_3574b.jpg
Na wschodzie też znajome okolice, choć nie wszystkie. Westchnął sobie człowiek ciężko, bo tej zimy ze wschodu nici…
Może następnym razem.
A Ostra, Równa i Holica ciągle czekają… Wojtku.
DSC_3583b.jpgDSC_3584b.jpgDSC_3605b.jpg
Takie te góry… nieogolone.
DSC_3575b.jpg
Tymczasem na Tarnicy: przybył człowiek, sztuk 1, odetchnął papieroskiem, zadzwonił, cyknął parę fotek i pognał z powrotem.
A na dole: samotność w tłumie.
DSC_3626b.jpg
Jako że ciepło jest, gdy się idzie, a gdy się stoi, to nawet w słoneczny dzień stygnie, więc w celu utrzymania ciepłoty na właściwym poziomie, poderwaliśmy się i zsunęliśmy pod znany już słupek, bacznie obserwując wschodnie połacie.
DSC_3648b.jpg
Idziemy, a co!
Pogoda sprzyja, lepiej nie będzie, więc dlaczego nie skorzystać.
Tutaj już nie jest tak słodko – turyści mniej ochoczo podążali na Halicz, nieliczni byli i tacy jacyś ciężcy - głębokich dziur w śniegu zostawili sporo.
Część, najwidoczniej, ogarnęło szaleństwo i posmakowali hasania poza tropem.
Wracali, zawsze wracają, zwłaszcza ci bez rakiet lub nart.
Kolejny deszczochron zasypany po gont; natura uznała, że obiekt bez ścian to fuszerka i naprawiła.
DSC_3657b.jpg
Taki jakiś niski słupek wstawili w tym miejscu.
DSC_3663c.jpg
Od tego miejsca ilość idących w naszą stronę jeszcze zmalała.
Ktoś wyskoczył na Krzemień, ktoś zjechał w dolinę Wołosatki - ot, takie zimowe zabawy na śniegu.


Odpowiedz z cytatem
