Na lokalnym rynku zostało jeszcze dwóch dealerów (Marcel i Neo (bus)) oferujących odlot, jakby to ujął poeta – w krainę łagodności. Neo postawił twarde warunki – spotkamy się w środku nocy, o czwartej trzydzieści albo zapomnij o ofercie. Marcel był bardziej ludzki i zaproponował piątą czterdzieści pięć. W Sanoku miał mnie przejąć Żaczek i poprowadzić torami do nieba bram. Ale nim je uchyliłem rozstając się z Żaczkiem w Rzepedzi , wylądowałem pięć po siódmej w Sanoku. Arriva pięć minut wcześniej zaoferowała obecnym na stanowisku, odjazd aż po niemalże Bieszczadów kres, czyli do Ustrzyk Górnych. Żebym się ze…spocił to nie dognam! Do spotkania z Żaczkiem godzina czterdzieści a tu srogi mróz szczypie i kąsa zajadle po tym i po owym.



Odpowiedz z cytatem