Nie ma co ukrywać, prawie w kapciach. W planie miałem jechać w butach górskich ale tak sobie w czasie dnia wymyśliłem, że może don Enrico da mi zasiąść za sterami jego bolidu więc kierowanie w ciężkim i sztywnym obuwiu może nie należeć do najprzyjemniejszych. Postanowiłem więc jechać w moich szmaciakach typu adidas, które do tego celu nadają się dużo lepiej niż trepy. Tyle tylko, że tych ostatnich nie dopisałem do listy, którą przed wyjściem z domu sprawdziłem i zadowolony, że wszystko odkreślone wyruszyłem w szmaciakach na zimowe zdobycie Starostyny.
Siedzę więc w tym aucie i kombinuję jak tu wybrnąć z sytuacji. Trochę mi ciśnienie skoczyło więc pierwsze pomysły były nieco irracjonalne. Odzież i śpiwór miałem spakowane w takie worki z nieprzemakalnego materiału więc wymyśliłem, że przepakuję to wszystko do worków foliowych a tamte naciągnę na trampki, obwiążę linkami i jakoś to będzie. Tylko, że jeden jest pomarańczowy a drugi żółty i czy to wypada tak iść do lasu i na połoninę?I czy się za szybko nie przetrą? To ubiorę skarpetę na wierzch! Ale czy uda się ją aż tak naciągnąć? Pytania wirowały pod kopułą, ja już wyczerpany jak diabli a jeszcze nawet z samochodu nie wysiadłem. Nagle jest !– w głowie zapaliła się lampka jak u pomysłowego Dobromira! Mam lepszy plan – musimy tylko przekroczyć granicę!




Odpowiedz z cytatem

Zakładki