Zgodnie zw wskazaniami mapy zaraz za cerkwią skręciliśmy w polną dróżkę, która mozolnie pięła się w górę robiąc kolejne metry nad poziom morza.
Cel mieliśmy jak na dłoni , ale jawił się dość odlegle
.

.
Dróżka wyprowadzała nas na grzbiet oddzielający naszą wieś Karpatskie od sąsiedniej wsi Libuchora
Póki śniegu było mało dawaliśmy do przodu z buta
.

.
Ale przyszedł czas gdy śniegu było już sporo ( tak mniej więcej na poziomie 800 metrów) i nie dało radę iść, bo zbyt często nogi się zapadały.
Wówczas padł jednoznaczny rozkaz - rakiety włóż
.

.
Tempo marszu znów nabrało rumieńców.
Nasza Starostyna niby się przybliżała, ale niezbyt szybko. Wciąż majestatycznie pokazywała swoje oblicze zapraszając
Patrząc na poniższy obrazek mieliśmy świadomość że jeszcze czeka nas spory odcinek lasem a potem powyżej granicy lasu atak szczytowy
.

.
Wyszliśmy powyżej granicy lasu i mamy ładny widok na wschodnie ramię Pasma Pikuja z Żurówką, Listowaniem i Wielkim Wierchem
... ale to był odległe. Dla nas istotne było nachylenie północnego zbocza po którym mieliśmy atakować szczyt
.

.
Latem po połoninie wychodzi się spoko, natomiast poruszanie się na rakietach ma swoje prawa
Jak to ugryźć. Daniello zastanawia się nad metodą optymalną ( w dole wieś Karpatskie z której wychodziliśmy)
.

.
Kolega sir Bazyl przyjął wersję " co ja nie dam rady ?"
i poszedł prosto . najbardziej stromym podejściem
.

.
Ja wybrałem dłuższą wersję trawersując zbocze do najbliższej grani
Tylko Kuna Bieszczadzka usiadła zagubiona w odmętach białości i z białego smarfona wysyłała pytanie - gdzie jesteście ?
.