DZIEŃ 3 - NIEDZIELA - 30 kwietnia
Budzę się o świcie. Pada. Jeszcze trochę drzemię w śpiworze i w końcu wyłażę na świeże powietrze. Obok namiotu mam świerki więc da się schronić przed deszczem. Kawa, śniadanie. Deszcz odpuszcza więc pakuję graty i ok 9.00 udaje się ruszyć dalej.
Dawna aleja dworska kończąca się obecnie w bajorze bobrowym. Po prawej ruiny dworskich budynków gospodarczych.
Żeby dostać się do dalszej części doliny trzeba obejść górą rozlewisko. W Tworylnem nie było mnie 10 lat więc się co nieco pozmieniało. Widać że leśnicy mocniej gospodarują, wykaszane łąki, dużo lizawek. Natomiast turystycznie jakby słabiej, pozarastane ścieżki, aleja dworska również częściowo zarośnięta gęstym krzakiem.
Cerkwisko, ocalała jedynie dzwonnica.
Schody donikąd... czyli resztki niemieckiej strażnicy granicznej.
Cmentarz...
Przeskakuję przez niewielką przełęcz i trafiam do doliny Tworylczyka.
Tu też mieszkali kiedyś ludzie...
Potok Tworylczyk mocno wezbrany, bez ściągania butów się nie obejdzie. Temperatura powietrza 5°C zachęca do kąpieli.
Pogoda lubi być złośliwa. Specjalnie czekała aż będę zakładał skarpety i buty żeby w tym czasie spuścić wodę z nieba. Deszcz mniejszy lub większy będzie towarzyszył mi aż do Hulskiego.
Kawałek dalej w dolinie Tworylczyka spotykam jakieś dziwne krowy...
Nie dały za blisko podejść, płochliwe zwierzaki.
Idę wzdłuż Sanu starą drogą. Bywają ciekawe odcinki jak "aleja czosnkowa", spora połać czosnku niedźwiedziego po obu stronach ścieżki.
Dolina Krywego wita mnie bobrowiskiem.
Przedzieram się przez krzaki do cerkwiska i cmentarza.
Nie ma gdzie się schronić przed deszczem, ale na szczęście mury ruiny cerkwi są grube, a deszcz nie zacina, więc we wrotach nie pada.
Po odpoczynku czas ruszać dalej. Widok na cerkiew i całą dolinę.
Spotykam pierwszych ludzi na trasie. Spacerowicze na lekko. Czuć, że zbliżam się do cywilizacji.
Rezygnuję z zejścia do Hulskiego starą drogą, przebijam się przez błota do stokówki. Przestaje padać. Tuptam stokówką monotonnie do Zatwarnicy mijając coraz większe grupy turystów. W Zatwarnicy czuć długi łikend, co rusz śmigają auta na numerach z całej Polski. Krótki postój przy sklepie i uciekam w boczną dolinę potoku Hylatego. Nad wodospadem dzikie tłumy wczasowiczów, smartfony na kijach i tego typu rzeczy, daje sobie spokój i zagłębiam się w dolinę.
Nigdy głęboko w tę dolinę nie wchodziłem, a jest całkiem malownicza. Zaczynam wspinanie na Holicę. Na szlaku całe szczęście pusto.
Po drodze malownicze skałki.
Na szczyt docieram po 18.00. Kilometry w kościach czuć. Miałem nadzieję, że pogoda w końcu odpuści i ze szczytu będą fajne widoki. Niestety coś tam widać jedynie w stronę Smereka. Reszta w chmurach.
Siedzę na szczycie, popijam herbatę, gapię się na góry. Tylko jakoś tak zimno się zrobiło, na termometrze 2°C. Szybko zasypiam w namiocie licząc, że rano widoki będą lepsze.
Przeszedłem ok 20 km w poziomie.
http://www.geocontext.org/publ/2010/...17056340507812
C.D.N.























Odpowiedz z cytatem