DZIEŃ 4 - PONIEDZIAŁEK - 1 maja
Budzę się o świcie. Wyglądam przed namiot, mgła, zimno, mokro. Guzik z widoków. Zwijam manele i o 6.00 wyruszam w trasę.
Obieram ponownie kierunek Zatwarnica, ale inną drogą. Mroczny mglisty las ma swój urok.
Około 8.00 ponownie dochodzę do wodospadu na Hylatym. Tym razem mam go tylko dla siebie. Wczasowicze jeszcze śpią.
Wodospad jest malowniczy lecz niestety miejsce zeszpecone metalową platformą.
Pogoda się poprawia. Zaglądam do sklepu i z przyjemnością wypijam sobie piwo.
Muszę niestety przeskoczyć połoninę Wetlińską. Idę w kierunku Suchych Rzek. Wychodzi słoneczko, wskakuję do potoku, kąpiel, pranie, golenie.
Krótka pogawędka z panem sprzedającym bilety. Stwierdza, że cieszy się na widok plecakowych turystów, którzy są już na wymarciu. Teraz w modzie ładowanie się wszędzie autem.
Nie znam tego podejścia na Wetlińską. Idzie się bardzo przyjemnie i malowniczo. Ludzi też raczej niewielu.
Do grzbietu już niedaleko, zimo nie odchodź...
Znajomy widoczek.
Na głównym grzbiecie panuje armageddon. Przełęcz Orłowicza...
W takim tłumie jestem zmuszony schodzić do Wetliny. Jeszcze na szlaku w korku nie stałem, w końcu musiał być ten pierwszy raz. Wetlina zawalona autami, stoją wszędzie, knajpy pełne, w sklepach długie kolejki do kas. Przenieśli Polańczyk do Wetliny?
Wypijam piwo, kupuję kilka artykułów i ewakuacja z tego grajdoła.
Na łąkach nad Wetliną odnajduję spokój i ładne widoki.
Przelazłem około 18km w poziomie.
http://www.geocontext.org/publ/2010/...01705751018576
C.D.N.











Odpowiedz z cytatem