Pokaż wyniki od 1 do 10 z 18

Wątek: Przez przełęcz Prislop i góry Macin do Babadag

Mieszany widok

  1. #1
    Debiutant Roku 2017

    Na forum od
    06.2016
    Postów
    107

    Domyślnie Odp: Przez przełęcz Prislop i góry Macin do Babadag

    ….korzystamy z kolejnej ławeczki (widocznej też na poprzednim zdjęciu) - pełny relaks…


    Ale pora ruszać. Przed nami dobrych parę kilometrów. Początkowo gruntową, a potem szutrową drogą do Greci. Słońce w zenicie, na niebie póki co, ani chmurki. Wędrujemy a to skrajem pól, a to przez „parkowy” las


    Od czasu do czasu spoglądamy na nasze góry


    Owce i konie są wszędzie




    Drugie życie opony do traktora…


    Ostatnie górskie widoki na południe


    … i północ


    Docieramy do Greci drogą, przy której od razu natykamy się na nowe centrum turystyczne Parku Narodowego. Na zewnątrz prawdziwy wysyp szlakowskazów.


    Nie widzimy szlaku czerwonych krzyży, które malował w górach nasz ranger. Są za to inne oznaczenia, których nie napotkaliśmy wędrując …Porównujemy - prawie wszystkie oznaczenia na naszej mapie są inne..
    Centrum okazuje się być otwarte. W środku przyjemny chłód klimy. Gospodarz zaprasza, aby zająć miejsca w eleganckich, wyściełanych skórą fotelach, ale nasze turystyczne stroje nie bardzo się do tego nadają.
    Zaczynamy zwiedzanie ekspozycji, po części multimedialnej. Jest bardzo ciekawa, sporo etnografii, historii, biologii choć tę ostatnią dziedzinę oceniam jako najsłabszą (choćby w porównaniu z naszym Magurskim PN). Jest bardzo duża część poświęcona geologii. Na dziedzińcu zgromadzono okazy najciekawszych skał, minerałów i skamieniałości. Występują tu skały nawet sprzed 410 milionów lat.


    Wielokroć wyższe Karpaty są wielokroć młodsze.
    Ale największym hitem jest dla mnie ekspozycja strojów ludowych wszystkich grup narodowych, które mieszkają na tym terenie. A jest ich kilkanaście. W gablotach widzimy stroje żeńskie i męskie. To nie są stroje wykonane te minimum kilkadziesiąt lat temu, a teraz wyjęte ze starych kufrów i przekazane dla Parku. To stroje uszyte współcześnie, ale dokładnie wg starych wzorów. Prezentują się wspaniale! Niestety nie mam żadnych zdjęć, ale jak zawitacie do Greci to nie zapomnijcie wpaść do centrum, aby zobaczyć choćby tylko te stroje – warto!

    Dzielimy się z Gospodarzem wrażeniami z wędrówki po parku. Opowiadamy o spotkaniu z rangerem, który okazuje się kolegą naszego rozmówcy. Na pożegnanie dostajemy lepszą wersję mapy, której ksero każdy może dostać w centrum gratis (wstęp do Centrum też gratis). Z mapki wyczytujemy, że odnoga Dunaju opodal Macin nazywa się Bratul Macin.
    Przy wyjściu mijamy wystawkę win rejonu, ale to tylko ekspozycja -nie na sprzedaż. Szkoda!

    Opłotkami Greci idziemy do samochodu. Jedną z dróg płynie wartka struga ???


    Trochę czasu na ogarnięcie siebie i ekwipunku i ruszamy dalej. Jedziemy wzdłuż południowych stoków gór Macin. Z kolejnej przełęczy otwiera się widok na dalszą drogę


    Nie ma mowy o żadnych równinach. Wszędzie większe i mniejsze pagóry – Dobrudża. Chcąc zaoszczędzić czas skręcamy w Slava Rusa z głównej drogi 22D na boczną, wprost do Babadag. Na pewno jest to oszczędność kilometrów, ale czasu to chyba nie oszczędziliśmy. Po szutrze - choć dobrym - nie jedziemy tak szybko jak wcześniej. Droga jest bardzo urozmaicona, mijamy dwie niewielkie wioski z malutkimi meczetami, których minarety jak igły ledwo wystają ponad dachy zabudowań.
    Gdy kończy się kolejny las zjeżdżamy do większej miejscowości. Nie ma tablicy, ale to już chyba Babadag? Po kilometrze sprawa jest jasna – docieramy wprost pod słynny meczet.


    Obchodzimy dookoła cały kompleks, rozglądając się po okolicy.




    Jest bardzo późne popołudnie, prawie wszystko pozamykane. Kupujemy lody i pomału je pochłaniając zwiedzamy okolicę. Sporo szarej wielkiej płyty w smutnych blokach. Tam gdzie stasiukowy „autobus zatrzymał się na 10 minut” jest teraz schludny mini dworzec autobusowy. Nikt nie wyciąga rąk po jałmużnę, nie widać rozpadających się domostw. Ale od tamtej pory minęło już dobrych kilkanaście lat… Cyganów też nie ma.
    No prawie – jak wyjeżdżamy musimy ustąpić miejsca furze z sianem powożonej prze starą Cygankę, dla której jest oczywiste, że skoro jedzie najkrótszą dla siebie drogą to na pewno ona ma rację.
    Drogowskaz do Tulczy kieruje nas na boczną ulicę, która na pewno jest z czasów Andrzeja S. Dziura na dziurze przykryta dziurą w najlepszym staroukraińskim stylu.
    I tak pomalutku docieramy na kraniec miasta


    Ile kilometrów przejechaliśmy, aby tu dotrzeć? Nie wiadomo - nie zapisaliśmy dokładnego stanu licznika przed wyjazdem. Ale przecież ktoś, kiedyś wyliczył ile jest z Lipowca do Babadag


    Jedziemy drogą 22 wzdłuż Dunaju. Droga jest kręta, pnie się w górę, w dół. Dzień się kończy. Przez Dunaj przeprawiamy się już w nocy. Przed wjazdem na prom obserwujemy skomplikowane manewry wyjeżdżających z niego TIR-ów. Nasz prom przywiózł ich aż sześć!


    cdn
    Ostatnio edytowane przez Waldemar ; 27-05-2017 o 20:18

  2. #2
    Debiutant Roku 2017

    Na forum od
    06.2016
    Postów
    107

    Domyślnie Odp: Przez przełęcz Prislop i góry Macin do Babadag

    Z Galati docieramy do Buzau i ruszamy dalej drogą 10 w kierunku na Braszow do wsi Berca. Nawet wśrodku nocy nie sposób nie zauważyć drogowskazu Vulcani Noroiosi. Wąskimi, ale znośnymi asfaltowymi drożynami docieramy tuż obok jednego z trzech miejsc występowania wulkanów błotnych - Paclele Mari.
    Rano mamy parę minut drogi do „miejsc erupcji”. Jest wcześnie, nie ma obsługi, więc zwiedzanie mamy gratis.
    Szybko kończy się zieleń i zaczyna coś zółto biało szarego, o obłych kształtach. Niektóre stoki ma toto cokolwiek niebieskie.


    Gdzieniegdzie widać, że chwilę, dwie przedtem coś płynęło po łagodnym stoku w dół…


    …spływało do wąskich parowów i odpływało gdzieś dalej








    Stożki wyrastają z otoczenia na wysokość ok. jednego metra, ale teraz żaden z nich nie jest aktywny.

    w odróżnieniu od kraterów, gdzie cały czas trwa ruch...

    ... i bezgłośnie „gotuje się lawa”, czyli zimne błoto.


    Kręcimy się wokół błotnych lejów, wąwozów i stożków podziwiając coraz to nowe faktury mniej lub bardziej wyschniętego błota.








    Można by tak bez końca - spacerować, pstrykać fotki, czekać, aż "coś" zacznie się dziać... Ale pora ruszać dalej. Po przejechaniu ok 1,5-2 kilometrów wysiadamy przy tawernie La Hangar.

    Jest tu małe pole namiotowe, stoły i ławy pod trzcinowymi parasolami.


    Tu zaczyna się Aleja Wulkanów, która doprowadza w kilkanaście minut do drugiego ich skupiska – Paclele Mici.

    Tylko trzeba wdrapać sie ze trzydzieści metrów pod górę

    Na północy widać wyraźnie żółtobiałe krańce zastygłego pola błotnej lawy Paclele Mari, gdzie byliśmy przed chwilą. W linii prostej to dosłownie rzut beretem.

    Po uiszczeniu kilku lejowej opłaty (od osoby) wkraczamy na teren Paclele Mici. A dalej niby to samo co w Mare, ale inaczej.


    To miejsce jest wbrew nazwie o wiele większe od poprzedniego.






    a deniwelacje są większe


    Ma też nieco inną kolorystykę, ale najważniejsza różnica to akustyka. Nie ma mowy o ciszy!


    Już z daleka słychać zbulgotanie wydobywającego się praktycznie zewsząd gazu. W kraterach faktycznie, aż się gotuje.

    Co chwilę rozrywają się coraz to nowe błotne bańki. Jest co oglądać. Z tego wszystkiego zapominam, że mam przecież w aparacie opcję filmowania i zamiast bezskutecznie próbować uchwycić moment extra eksplozji jakiegoś bąbla mógłbym spokojnie nakręcić kilkunastu sekundowy efektowny spot.


    Stożków jest sporo więcej niż w Mari



    a tu najbardziej fotogeniczny w pełnej krasie

    cdn

  3. #3
    Debiutant Roku 2017

    Na forum od
    06.2016
    Postów
    107

    Domyślnie Odp: Przez przełęcz Prislop i góry Macin do Babadag

    Na koniec zaglądamy do miejscowego wulkanicznego przedszkola.

    Te dwa maluchy wystają co najwyżej na 10-15 centymetrów ponad „okolicę”, ale już prezentują się całkiem , całkiem…i coś tam gaworzą po swojemu…





    Wracamy do autka pod La Hangar. Ciekawe jak wyglądają te pola lawowe po kilku dniach deszczowej pogody?

    Przy wyjeździe z wulkanicznej krainy ciekawy przydrożny krzyż


    Wracamy do Berce i skręcamy na Braszów. Drogą nr 10 wspinamy się w górę doliny rzeki Bodza. W Nehoiu obserwujemy jak mieszkańcy blokowisk radzą sobie z ogrzewaniem.




    Droga jest kręta, sporo ciekawych widoków … Przy zaporze zbiornika Siriu jest możliwość zatrzymania i rozejrzenia się spokojnie po okolicznych górach


    Wspinamy się mozolnie w górę, czekając na spektakularny moment przekroczenia łuku Karpat. Nic takiego nie ma miejsca. Góry, które wcześniej widać było po obu stronach na wyciągnięcie ręki, teraz odsuwają się od drogi gdzieś na dalekie krańce horyzontu, a my jedziemy co prawda dalej pod górę, ale pośród niepozornych wyżynnych pagórów. A w pewnym momencie jest już z górki, a w następnym ewidentnie dookoła jest płasko, chociaż w dali piętrzy się moc wysokich i po części ośnieżonych szczytów. I tam gdzieś pod tymi szczytami jest Braszów.
    Przed miastem wjeżdżamy na fragment autostrady co osłabia moją czujność tak dalece, że w ostatniej chwili udaje mi się ominąć głęboką dziurę na środku jezdni. Braszów to duże miasto, ale nie na tyle, żeby nieomal w śródmieściu nie zabrakło stad owiec.
    (Ale to nic nowego! W Krakowie odkąd pamiętam na Błoniach rano i wieczorem pasły się krowy, a kilka lat temu przez całe lato wypasano tam regularny kierdel owiec z Podhala z bacą, juhasami i owczarkami. A to też było przecież w centrum miasta. W latach siedemdziesiątych władze poczuły się tym mocno zażenowane, ale przy próbach ukrócenia tych wiejskich zwyczajów wypasający skutecznie powołali się na przywilej królewski dla mieszkańców ówczesnej wsi Zwierzyniec i wszystko zostało po staremu - jak to w Krakowie)

    Na wyjeździe do Sighisoary znajdujemy odpowiednie miejsce na nocleg i po odpoczynku oraz po rzucie oka na okolicę (najdalsze góry z płatami śniegu)...


    ... ruszamy w miasto.

    Miejscowi zadbali, aby nikt nie miał kłopotu z orientacją. Wystarczy kierować się w kierunku góry Tampa ze stacją kolejki i wieżą widokową oraz napisem BRASZOV obok

    Stare Miasto położone jest w kotlinie pomiędzy górą Tampa a wzgórzem Sprenghiul (plan wcześniej)

    Mijamy stare kamieniczki


    oraz okazałe gmaszyska

    ze starych, dobrych, dziewiętnastowiecznych czasów



    W oddali, na końcu ulicy Republiki sylwetka Czarnego Kościoła

    ale zanim do niego dotrzemy kręcimy się trochę po bocznych zaułkach





    I tak trafiamy na rynek

    Cerkiew prawosławna z 1896r., a właściwie brama do świątyni, która znajduje się w podwórzu


    Ratusz czyli Dom Rady z XV wieku z wieżą strażniczą młodszą o sto lat


    Pod Ratuszem francuska armata kaliber 75 z I wojny. Jak czytamy, mogła miotać 6-cio kilogramowe pociski na blisko 11 kilometrów.

    We wszystkich możliwych miejscach umiejscowiły się knajpki, kafejki, cukiernie, gdzie mimo europejskiego blichtru braszowskiej starówki, dało się niedrogo i smacznie posilić


    W bezpośrednim sąsiedztwie rynku położony jest Czarny Kościół. Jak czytamy w przewodniku Stanisława Figla nazwa pochodzi od barwy osmalonych pożarem murów świątyni. Potężna późno gotycka budowla widoczna jest z wielu miejsc starówki. Jest wielka – długa na blisko 90 metrów, szeroka na 38. Zbudowana przez Sasów Siedmiogrodzkich jako kościół warowny. Początkowo katolicka, od początków XVI wieku luterańska. To największa budowla sakralna Rumunii.


    Prezbiterium wsparte przyporami ze sterczynami


    Jeden z kilku wspaniałych portali


    Wieża przy bryle nawy wydaje się niska, ale ma swoje 65 metrów wysokości. Pod nią (z lewej strony) stoi pomnik Ioana Hunterusa luterańskiego duchownego tej świątyni, humanisty, założyciela pierwszej drukarni w Siedmiogrodzie (XVI w)




    Słońce zachodzi, pora wracać…

    cdn

  4. #4
    Debiutant Roku 2017

    Na forum od
    06.2016
    Postów
    107

    Domyślnie Odp: Przez przełęcz Prislop i góry Macin do Babadag

    Rano niebo zasnute chmurami przez które czasami z trudem przedziera się nieco słonecznego światła. Ruszamy w głąb krainy Sasów Siedmiogrodzkich. Już po 20 kilometrach skręcamy w boczną drogę do Feldioary. To nazwa rumuńska,która Polakom raczej nie kojarzy się z niczym, wegierska Barcafoldvar też brzmi obco,ale niemiecka – Marienburg - już powinna nam coś przypominać…?! Toż to niemiecka nazwa naszego Malborka! Nie ma mowy o przypadku – wjeżdżamy do stolicy pierwszego, europejskiego państwa Krzyżaków. Na początku XIII wieku sprowadził ich tutaj król Węgier Andrzej II, który nadał im znaczne ziemie i przywileje, ale już kilkanaście lat później zostali stąd wypędzeni i wtedy … przygarnął ich nasz rodak z Mazowsza, Konrad M. Ale nim do tego doszło Krzyżacy zdążyli pobudować okazałe zamczysko, którego pozostałości tkwiły na wzgórzu nad doliną rzeki Aluty. Czas przeszły jest w tym przypadku uzasadniony, ponieważ kończy się gruntowna rekonstrukcja tej budowli. Póki co prace trwają i nie da się zwiedzać fortalicji, więc oglądamy ją z oddali.


    Wracając przejeżdżamy obok potężnego obronnego kościoła z przełomu XIII i XIV wieku. Pierwotnie katolickiego, a później ewangelickiego . Służył osiadłym tutaj Sasom.


    Droga prowadzi przez siedmiogrodzkie równiny. Skręcamy w boczna drogę w stronę kolejnej atrakcji


    To Homorod ze swoim słynnym kościołem warownym. Góruje swoją wieżą, podwójnymi murami obronnymi i kilkoma basztami nad całą okolicą. Zbudowali go w XIII wieku katoliccy osadnicy z Flandri, których potomkowie przeszli na luteranizm.
    Odnajdujemy dom kościelnego, którego żona otwiera nam świątynię


    Bardzo skromne, surowe wnętrza




    Oczywiście chcemy wejść na wieżę. Przewodniczka coś nam długo tłumaczy, ale w końcu macha ręką i pokazuje, że możemy się tam wspinać. No to idziemy. Tablica pamiątkowa na murze okalającym kościół podaje co prawda, że w 2000 roku staraniem Towarzystwa Kulturalnego Niemców w Rumunii wyremontowano kościół. Nie był to zapewne gruntowny remont, bo to co od razu rzuca się w oczy to niezwykła surowość tego zabytku.. Żadnego śladu nowożytnych materiałów ze słynnym szarym betonem na czele.
    Budowla miała wytrzymać ostrzały i oblężenia, mury są naprawdę baaardzo grube


    Pomału zdobywamy kolejne podesty, półpiętra i piętra


    Z hurdycji, przy pełnym słońcu, ciekawy widok na wioskę




    oraz założenie obronne


    Widać podwójny mur z basztami mniejszymi (pulpitowymi) i większymi




    Podziwiamy też szczegóły konstrukcji drewnianej konstrukcji wieży




    Schodzimy po surowych, kamiennych schodach


    I na odchodne spoglądamy od środka na zewnętrzny mur warowni-kościoła. Jest na niej kilka sfatygowanych kartek z informacjami dla turystów. Jedna z nich po polsku, gdzie znajdujemy ostrzeżenie, że wchodzenie na wieżę odbywa się na własną odpowiedzialność zwiedzających

    …żegnamy się z przewodniczką i pora ruszać dalej

    Kilka kilometrów dalej kolejna atrakcja

    Nad miasteczkiem Rupea góruje potężna twierdza,

    która z bliska robi jeszcze większe wrażenie




    Całość poddana została gruntownej renowacji i częściowej rekonstrukcji.


    Z zamku jest ponoć wspaniały widok na Transylwanię. Niestety my mamy pecha, jest szaro, mgliście i czasami pada.
    Przejeżdżamy jeszcze raz przez miasteczko z zachowaną saską zabudową


    Cdn.

  5. #5
    Debiutant Roku 2017

    Na forum od
    06.2016
    Postów
    107

    Domyślnie Odp: Przez przełęcz Prislop i góry Macin do Babadag

    Po kilkunastu kilometrach ponownie zapuszczamy się na boczną drogę. Do przejechania mamy tylko osiem kilometrów, ale ich fatalny stan sprawia, że droga dłuży się niesamowicie. Dookoła łagodne wzgórza pokryte łąkami i lasami. Ani śladu człowieka.
    Z któregoś z kolejnych wzniesień dostrzegamy kościół w Viscri czyli Białej Wsi


    Przejeżdżamy przez zabudowania wsi. Domy niebogate, ale niektóre z gankiem...


    To było przedmieście (a raczej opłotki) z domostwami mieszkających tu teraz Romów,

    a zaraz potem wjeżdżamy na główną ulicę z saską zabudową


    Jeszcze kilkaset metrów bocznej uliczki i jesteśmy opodal świątyni


    Zwiedzanie jest możliwe w kliku wyznaczonych porach. Mimo, że do najbliższej z nich jeszcze sporo czasu, udaje nam się wejść do środka


    Wszystko co można wyczytać o kościołach warownych Siedmiogrodu jest tu na wyciągnięcie ręki




    Kościół ma swoje początki w XII wieku. Od wieku szesnastego jest świątynią ewangelicką,

    Trafiliśmy na porę sprzątania

    Z trzynastowiecznej, potężnej wieży spoglądamy na bliższą i dalszą okolicę




    Wiekowa konstrukcja z jednej strony prezentuje się solidnie, ale z drugiej - deski uginają się przy każdym kroku, a przez szpary widać wokół sporo „przestrzeni”…








    Sasi w tych domostwach mieszkali, modlili się i chronili w kościele i na tym cmentarzu zostali…


    Wszystko tutaj jest wiekowe, więc i prastare drzwi podparte są okruchem nastowiecznego muru


    Urokliwe zaułki wewnątrz obwarowań




    W kilku pomieszczeniach jest ekspozycja upamiętniająca dawnych mieszkańców

    „Kto chce żyć w spokoju, powinien dużo milczeć i mieć dużo cierpliwości”

    i jeśli tak żyli, to być może i dzięki temu przetrwali na obcej ziemi z górą 700 lat…


    Można by tu spędzić i cały dzień, ale… pora na nas




    Przy uliczce popod kościołem mieszkające tu Romki sprzedają swoje rękodzieło i domowe przetwory


    Wracamy na główną ulicę ... Nie udało się nam spotkać Andrzeja w Babadag, a może tutaj uda się nam spotkać Karola. O, przepraszam - księcia Karola – przecież ma tutaj wykupioną przez siebie posesję. Może to ta?


    I jeszcze jedno ciekawe obejście


    Przed nami znajome osiem kilometrów prawdziwie bocznej drogi…
    cdn
    Ostatnio edytowane przez Waldemar ; 11-06-2017 o 21:28

  6. #6
    Debiutant Roku 2017

    Na forum od
    06.2016
    Postów
    107

    Domyślnie Odp: Przez przełęcz Prislop i góry Macin do Babadag

    Wkrótce po dotarciu do głównej drogi dojeżdżamy do Saschiz….Jest tu XV-to wieczny okazały kościół i potężna, wolnostojąca wieża




    Kościół po renowacji, wieża czeka na swoją kolej


    W małym sklepiku obok wieży dopadamy mapę (która nazywa się „Atlas der Siebenbürgisch-Sächsischen Kirchenburgen und Dorfkirchen” i została wydana przez Patrimonium Saxonicum) z lokalizacją zabytków Sasów Siedmiogrodzkich. Druga strona mapy jest ciekawsza od pierwszej (która jest po prostu mapą) - są tu widoki, rzuty, aksjonometrie 22 najokazalszych budowli co pozwala ocenić stopień złożoności i porównać wielkość poszczególnych fortalicji. Są też krótkie opisy, choć tylko po niemiecku. Do mapy załączony jest spis/indeks, który zawiera 527(!) zabytków umiejscowionych na pierwszej stronie mapy.
    Dwie panie z obsługi posługują się niemieckim, a oprogramowanie komputera i kasy też jest po „sasku”.

    Przed nami Sighisoara. Jak podaje przewodnik to jedna z dwóch umownych stolic „saskiej krainy”.
    Rozglądając się po okolicy maszerujemy w stronę starówki






    Otoczenie placu Hermann Oberth to zarówno secesja


    jak i średniowiecze




    Brama zegarowa


    To na niej wzorowano się budując wieżę w Saschiz. Obie mają wielobarwne dachówki, ale tylko ta ma zegar umieszczony nie w osi wieży.

    Z okolic bramy rozpościera się widok na okolicę




    Tu stare sąsiaduje z nowym. Ze wzgórza można szybko zejść niżej efektownymi schodami

    Kręcimy się po uliczkach i zaułkach. Wszędzie błysk niedawnej (?) gruntownej renowacji






    Cała starówka otoczona była murami obronnymi, w większości zachowanymi










    Widok na wzgórze katedralne


    I kolejne miłe oku zakątki




    Ostatni widok na starówkę


    A na koniec nasz wkład do zbioru orginalnych zdjęć z Rumunii zapoczątkowanych tutaj http://forum.bieszczady.info.pl/show...spolitej/page6 przez naszego forumowego klasyka


    …chaos jakby mniejszy, ale ta ilość! No i środek miasta!

    cdn.

  7. #7
    Botak Roku 2016 Awatar asia999
    Na forum od
    11.2008
    Rodem z
    jakieś 73 cm od Tarnicy ... w skali 1:1.000.000
    Postów
    1,691

    Domyślnie Odp: Przez przełęcz Prislop i góry Macin do Babadag

    Jeśli chodzi o atrakcje "pozapejzażowe" to uwielbiam właśnie takie miejsca - mniejsze i większe wsie lub miasteczka, gdzie średniowiecze nie dało się wyprzeć do końca kolejnym współczesnościom. :)

    Zdjęcia są super. Miejsca i ich historie bardzo ciekawe. Rupea z twierdzą nasunęła mi skojarzenie z Olsztynem pod Cz., a w tym wypadku na pierwszy rzut oka pomyślałam, że to jakaś dziwna biblioteczka
    Cytat Zamieszczone przez Waldemar Zobacz posta
    No to czekam na c.d. :)

Informacje o wątku

Użytkownicy przeglądający ten wątek

Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)

Podobne wątki

  1. Stopem przez pustynne góry - Armenia cz.4
    Przez buba w dziale Turystyka nie-bieszczadzka
    Odpowiedzi: 7
    Ostatni post / autor: 02-12-2013, 12:06
  2. Przez wąwozy, suchorośla i kolczaste góry- Armenia cz.3
    Przez buba w dziale Turystyka nie-bieszczadzka
    Odpowiedzi: 17
    Ostatni post / autor: 02-12-2013, 11:52
  3. Taupiszyrka z przełęczy Pereniz przez Taupisz
    Przez Wojtek Pysz w dziale Wschodni Łuk Karpat
    Odpowiedzi: 3
    Ostatni post / autor: 20-07-2012, 09:14
  4. Przeł. nad Roztokami - Runina - Przeł. pod Dziurkowcem - Przeł. nad Roztokami
    Przez stasiuvino w dziale Relacje z Waszych wypraw w Bieszczady
    Odpowiedzi: 7
    Ostatni post / autor: 28-08-2009, 19:12

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
  •