….korzystamy z kolejnej ławeczki (widocznej też na poprzednim zdjęciu) - pełny relaks…
Ale pora ruszać. Przed nami dobrych parę kilometrów. Początkowo gruntową, a potem szutrową drogą do Greci. Słońce w zenicie, na niebie póki co, ani chmurki. Wędrujemy a to skrajem pól, a to przez „parkowy” las
Od czasu do czasu spoglądamy na nasze góry
Owce i konie są wszędzie
Drugie życie opony do traktora…
Ostatnie górskie widoki na południe
… i północ
Docieramy do Greci drogą, przy której od razu natykamy się na nowe centrum turystyczne Parku Narodowego. Na zewnątrz prawdziwy wysyp szlakowskazów.
Nie widzimy szlaku czerwonych krzyży, które malował w górach nasz ranger. Są za to inne oznaczenia, których nie napotkaliśmy wędrując …Porównujemy - prawie wszystkie oznaczenia na naszej mapie są inne..
Centrum okazuje się być otwarte. W środku przyjemny chłód klimy. Gospodarz zaprasza, aby zająć miejsca w eleganckich, wyściełanych skórą fotelach, ale nasze turystyczne stroje nie bardzo się do tego nadają.
Zaczynamy zwiedzanie ekspozycji, po części multimedialnej. Jest bardzo ciekawa, sporo etnografii, historii, biologii choć tę ostatnią dziedzinę oceniam jako najsłabszą (choćby w porównaniu z naszym Magurskim PN). Jest bardzo duża część poświęcona geologii. Na dziedzińcu zgromadzono okazy najciekawszych skał, minerałów i skamieniałości. Występują tu skały nawet sprzed 410 milionów lat.
Wielokroć wyższe Karpaty są wielokroć młodsze.
Ale największym hitem jest dla mnie ekspozycja strojów ludowych wszystkich grup narodowych, które mieszkają na tym terenie. A jest ich kilkanaście. W gablotach widzimy stroje żeńskie i męskie. To nie są stroje wykonane te minimum kilkadziesiąt lat temu, a teraz wyjęte ze starych kufrów i przekazane dla Parku. To stroje uszyte współcześnie, ale dokładnie wg starych wzorów. Prezentują się wspaniale! Niestety nie mam żadnych zdjęć, ale jak zawitacie do Greci to nie zapomnijcie wpaść do centrum, aby zobaczyć choćby tylko te stroje – warto!
Dzielimy się z Gospodarzem wrażeniami z wędrówki po parku. Opowiadamy o spotkaniu z rangerem, który okazuje się kolegą naszego rozmówcy. Na pożegnanie dostajemy lepszą wersję mapy, której ksero każdy może dostać w centrum gratis (wstęp do Centrum też gratis). Z mapki wyczytujemy, że odnoga Dunaju opodal Macin nazywa się Bratul Macin.
Przy wyjściu mijamy wystawkę win rejonu, ale to tylko ekspozycja -nie na sprzedaż. Szkoda!
Opłotkami Greci idziemy do samochodu. Jedną z dróg płynie wartka struga ???
Trochę czasu na ogarnięcie siebie i ekwipunku i ruszamy dalej. Jedziemy wzdłuż południowych stoków gór Macin. Z kolejnej przełęczy otwiera się widok na dalszą drogę
Nie ma mowy o żadnych równinach. Wszędzie większe i mniejsze pagóry – Dobrudża. Chcąc zaoszczędzić czas skręcamy w Slava Rusa z głównej drogi 22D na boczną, wprost do Babadag. Na pewno jest to oszczędność kilometrów, ale czasu to chyba nie oszczędziliśmy. Po szutrze - choć dobrym - nie jedziemy tak szybko jak wcześniej. Droga jest bardzo urozmaicona, mijamy dwie niewielkie wioski z malutkimi meczetami, których minarety jak igły ledwo wystają ponad dachy zabudowań.
Gdy kończy się kolejny las zjeżdżamy do większej miejscowości. Nie ma tablicy, ale to już chyba Babadag? Po kilometrze sprawa jest jasna – docieramy wprost pod słynny meczet.
Obchodzimy dookoła cały kompleks, rozglądając się po okolicy.
Jest bardzo późne popołudnie, prawie wszystko pozamykane. Kupujemy lody i pomału je pochłaniając zwiedzamy okolicę. Sporo szarej wielkiej płyty w smutnych blokach. Tam gdzie stasiukowy „autobus zatrzymał się na 10 minut” jest teraz schludny mini dworzec autobusowy. Nikt nie wyciąga rąk po jałmużnę, nie widać rozpadających się domostw. Ale od tamtej pory minęło już dobrych kilkanaście lat… Cyganów też nie ma.
No prawie – jak wyjeżdżamy musimy ustąpić miejsca furze z sianem powożonej prze starą Cygankę, dla której jest oczywiste, że skoro jedzie najkrótszą dla siebie drogą to na pewno ona ma rację.
Drogowskaz do Tulczy kieruje nas na boczną ulicę, która na pewno jest z czasów Andrzeja S. Dziura na dziurze przykryta dziurą w najlepszym staroukraińskim stylu.
I tak pomalutku docieramy na kraniec miasta
Ile kilometrów przejechaliśmy, aby tu dotrzeć? Nie wiadomo - nie zapisaliśmy dokładnego stanu licznika przed wyjazdem. Ale przecież ktoś, kiedyś wyliczył ile jest z Lipowca do Babadag
Jedziemy drogą 22 wzdłuż Dunaju. Droga jest kręta, pnie się w górę, w dół. Dzień się kończy. Przez Dunaj przeprawiamy się już w nocy. Przed wjazdem na prom obserwujemy skomplikowane manewry wyjeżdżających z niego TIR-ów. Nasz prom przywiózł ich aż sześć!
cdn


Odpowiedz z cytatem
