Przekraczanie granicy PL-UA w Budomierzu ma swoje dobrą i złą stronę. Dobra strona to ta, że przed granicą kolejka liczy kilka samochodów i odprawa nie trwa odstraszająco długo. Nie jest oczywiście tak, że odprawa jednego pojazdu trwa tyle, ile czasu na to potrzeba, czyli cztery minuty – nasze służby muszą wykazać, że są zapracowane po uszy i kolejne pojazdy przepuszczają w odpowiednich odstępach. Źle trafiliśmy też u „mytników” ukraińskich, bo człowiek, który wpisywał do rejestrów nasz samochód – pierwszy raz wjeżdżający na Ukrainę – pisał na klawiaturze jednym palcem, mozolnie szukając poszczególnych liter. Ale i tak było w sumie dwa razy szybciej, niż u konkurencji, czyli w Medyce lub w Korczowej. Złą stronę wariantu „Budzyń” poznaliśmy kilkaset metrów za granicą, gdzie równa i szeroka droga skończyła się na obszernym rondzie a dalej, przez wieś Hruszów trzeba było jechać z prędkością pieszego. Droga trochę poprawiła się koło uzdrowiska Niemirów a dobra droga zaczęła się od Jaworowa. I dobra była aż do Stanisławowa (z wyjątkiem ulic w mieście, gdzie dziury miały kilkanaście centymetrów głębokości) a całkiem znośna prawie do samych Jasinii (z wyjątkiem odcinka przez miejscowość). W wielu miejscach trwały nadal remonty i na tych nowych odcinkach jechało się gładko, jak po autostradzie.



W Jasiniach samochód został przy schronisku Edelweiss, a my poszliśmy na obiad.


Po obiedzie wypatrzyliśmy stojącego przy głównej drodze busa z nazwami popularnych miejsc turystycznych w okolicy (Bukowel, Drahobrat, Synewir, itp.) . Nie było wśród nich naszego celu – wsi Łuhy – ale kierowca wiedział, gdzie to jest i za 500 hrywien zawiózł nas tam.


W Łuach, przy stoliku przed sklepem odbyła się międzynarodowa debata polsko - ukraińsko – białoruska. Stronę ukraińską reprezentował miejscowy drwal (od lewej) a białoruską turysta z Mińska, który właśnie zszedł z Pop Iwana.



A w sklepie można było kupić wszystko do jedzenia, picia i mycia, sprzęty kuchenne, druty, łańcuchy, siekiery, farby a także opony, dętki, śruby, nakrętki, narzędzia ślusarskie, oraz segmenty gąsienic do spychacza.


Idziemy przez wieś Łuhy w górę Białej Cisy.






Na końcu wsi coś, co wygląda na komfortowe, dwukorowowe lokale dla krów.