Po ok. godzinie marszu spotkaliśmy schodzącego w dół człowieka, który pozdrowił nas po polsku. Był to gospodarz schroniska Komen, schodzący do wsi, by zamówić u miejscowej gospodyni jakąś lokalną potrawę dla 8 osób, które miały odwiedzić schronisko w sobotę. Dał nam klucze do chaty i zaprosił na kawę lub herbatę (samoobsługowo) oraz do pozostania na noc. Wspomnieliśmy, że jeśli nie będzie lało, to chcemy iść dalej i wyżej, bo jeszcze 1/3 dnia przed nami. Udzielił instrukcji, gdzie zostawić klucze, jeśli pójdziemy jednak dalej.
Na wycieczce obowiązywała wzorowa czystość, czyli odświeżyć się trzeba.
Coś dużego jechało.
Uroczyszcze Komen.
Schronisko stoi i dobrze się trzyma. Ma wyremontowany dach i konstrukcję. W bezpośrednim pobliżu jest źródło i strumyczek, natomiast gorzej jest z poziomymi powierzchniami do postawienia namiotu. Zwraca uwagę nowy wychodek przenośny.
Mamy klucze, zaglądamy do środka. Warunki do bytowania są na razie spartańskie, trochę podobne do panujących w Hotelu Kieputa lub Hotelu Burkut.
Na razie pogoda dopisywała, zamykamy więc schronisko, klucze zostawiamy we wskazanym miejscu i idziemy dalej.
Dolina zaczyna się zwężać.
Po ok. 15 km dotarliśmy do klauzy Balcatul, gdzie spożywany był podwieczorek. Tu zaczął padać deszcz, którym spłoszeni nałożyliśmy peleryny i pognaliśmy do góry, zapominając pooglądać klauzę.
Połonina Hawarienka.
Połonina Wertopy - tutaj był pierwszy nocleg.
![]()








Odpowiedz z cytatem
Zakładki