Drugi dzień rano. Składamy namioty.


Przed wyruszeniem trzeba nabrać wody.


Staja na połoninie Wertopy nie jest w najlepszym stanie.


Pasterze nocują pod prowizorycznym zadaszeniem, skleoconym na sześciu patykach.


Szybki start w górę i jesteśmy na grzbiecie.


Na ścieżce dopada nas nie wiadomo skąd pies. Jest bardzo niebezpieczny; może zalizać człowieka na śmierć.


Przed Pop Iwanem jeszcze góra Waskuł.


Słupki będą nam towarzyszyć przez całą dalszą drogę. Na razie jeszcze wzbudzają zainteresowanie.


Widoczność jest przeważnie do kilkudziesięciu metrów.


Stąd powinno być widać obserwatorium jak na dłoni.


A dostrzegamy je dopiero, gdy niemal na nie wpadamy.


Jest i szczyt Pop Iwana.


Po kilkunastu minutach chmury zaczynają się podnosić i "Biały Słoń" ukazuje swoją okazałość.


Cały czas trwa tu remont. Postępu za bardzo nie widać. Może trochę usystematyzowano składowanie śmieci. Tutaj leży złom.


Tutaj leżą odpady drewniane.


A tutaj składowane są stare cegły.


Czas ruszać w dalszą drogę. Grań Czarnohory jeszcze przed nami.