Trzeciego dnia rano pobudkę zrobiło nam słońce. Teraz patrzę na stosik przedmiotów leżący po prawej stronie i nie wiem, jak ja to upchałem do plecaka;-)

Cały kocioł jeziorka w słońcu.


Jakiś ładny kwiatuszek. Może to sasanka?


W wędrówce wzdłuż grzbietu cały czas towarzyszą nam okopy z I wojny światowej.


Tutaj żądni władzy i pieniędzy monarchowie wypędzali swoich poddanych, by w pięknym krajobrazie zabijali się nawzajem.


Przy samej ścieżce ich już nie ma, ale parę metrów dalej leżą setki kilogramów drutów kolczastych.


Zdjęcie z czołówki tej relacji wykonane zostało na górze Rebra. To najniższy tutejszy dwutysięcznik, ma 2001 m. Po lewej nasz dzisiejszy cel - Howerla. Coraz bliżej.


A tutaj Rebra w naturalnym wyglądzie. Między słupkiem a Howerlą na ostatnim planie Pietros.


Grzbiet Szpyci z ciekawymi skałkami.


Jeziorko Niesamowite.


Pod Turkułem znów trafił na się płat śniegu do przejścia.


Ale kolejny postanowiliśmy obejść bokiem.


Siedzimy na przedostatniej górze na dzisiaj. To Bereskuł, zwany też Małą Howerlą. A przed nami Howerla. Blisko, jak ręką sięgnąć. Najwyższy szczyt Czarnohory, najwyższy szczyt Ukrainy. Nikt z nas tam jeszcze nie był. Cieszymy się, że za chwilę (godzinkę?) będziemy tam.